Kolej na Podróż

Trzy lata w branży podróżniczej – podsumowanie

Niemal trzy lata temu uruchomiłem portal o podróżowaniu koleją pt. „Świat Podróży Kolejowych” (http://kolej.darlex.pl) .  Chciałem stworzyć ambitny serwis o kolejach całego świata, interesujących miejscach, ciekawostkach, a przy okazji zarobić trochę pieniędzy na podróże. Nie mówię tu o jakichś podróżach luksusowymi pociągami po Afryce, ale o niedalekich podróżach, abym mógł sfotografować i opisać pociągi, czy  dworce w innych krajach.  Miałem nadzieję, że dzięki pasji połączę przyjemne z pożytecznym, będę mógł się rozwijać, nawiążę nowe znajomości. Po trzech latach czas na podsumowanie.

Spis treści:
1. Wstęp
2. Portale turystyczne
3. Blogosfera podróżnicza
4. Trudności w prowadzeniu strony lub bloga
5. Pasja a zarobek
6. Dlaczego wycofałem się z branży

Startowałem prawie od zera.  Nie mam bogatych rodziców, znajomości w mediach, nie miałem sponsorów, ani kilkuset tysięcy złotych odłożonych na koncie. Nie jestem też młody, zdrowy, piękny i bogaty. Byłem przygotowany na długą pracę, która miała za jakiś czas przynieść efekty. Niestety, serwis, podobnie jak wszystkie moje inne projekty, okazał się totalną klapą. Poniższy artykuł napisałem, aby uświadomić wam bezsens pracy w dzisiejszych czasach, bezsens oddawania się pasji, bezsens tworzenia czegoś ambitnego w świecie skomercjalizowanym do granic możliwości, nastawionym na jak najszybszy i jak największy zysk. Tu nie ma miejsca na pasję, rzetelność i uczciwość.

Kiedy rozpoczynałem pracę, byłem zafascynowany najsłynniejszymi pociągami, pojawiającymi się często w programach telewizyjnych, artykułach prasowych, obleganymi przez turystów z całego świata. Z czasem odkrywałem nowe kraje, nowe miejsca, nowe pociągi.  Znajdowałem ciekawe trasy, o których nie wspomni żaden renomowany serwis turystyczny, zgłębiałem interesującą historię i współczesność kolei w małych, egzotycznych państwach.  Wciąż zadawałem sobie pytanie – dlaczego renomowane strony internetowe o tym milczą? Dlaczego tamte rejony i pociągi nie cieszą się popularnością wśród turystów? Przecież wcale nie są gorsze. Odpowiedź poznałem później – tu chodzi o pieniądze.  O wielkie pieniądze.

Warszawa

Warszawa – pomysł na stronę narodził się podczas podróży za wygrane vouchery PKP Intercity w 2011 roku

Początkowo zamierzałem opisywać tylko miejsca, które odwiedziłem, publikować tylko zdjęcia wykonane przeze mnie. Z czasem zauważyłem, że wszystkie strony internetowe korzystają ze zdjęć Creative Commons. To oczywiście nic złego, ale tworzenie slajdowiska typu „30 najpiękniejszych miast na południu Europy” ze zdjęć Creative Commons, a do każdego zdjęcia krótki opis z Wikipedii, to moim zdaniem przesada. Ale 30 slajdów to sztuczne zawyżanie statystyk – 29 dodatkowych wyświetleń, dających właścicielowi strony większe możliwości w negocjacji stawek za reklamy.  Jeszcze inne publikują wyretuszowane do granic możliwości zdjęcia udostępnione przez organizacje promocji turystycznej danego kraju. Gdzie tu miejsce na rzetelność?

Nie to jest jednak najgorsze. Za jakiś czas odkryłem, iż w internecie nie ma poszanowania dla praw autorskich. Zdjęcia ściągnięte z innych stron bez podania źródła, całe artykuły przetłumaczone z zagranicznych stron internetowych, każdy od każdego odpisuje. Zacząłem chronić swoje prace sygnaturką. Jak się nie zdenerwować, kiedy ktoś wykorzystuje zdjęcia lub teksty bez podania źródła i jeszcze na tym zarabia?  Dużo przewodników po miastach to kopie opisów miast z Wikipedii lub z innych blogów, tylko trochę zmienione, aby nie zostało to zaklasyfikowane jako plagiat przez Google.  Jak to się ma do pasji, uczciwości, wiarygodności?

Przykład:
http://www.amusingplanet.com/2014/04/spectacular-train-route-to-copper-mines.html - oryginalna strona z cudzymi zdjęciami.
http://zalajkowane.pl/palcem-po-mapie-niesamowita-linia-kolejowa-w-chile/ – strona przetłumaczona na język polski. Źródło na końcu artykułu jest wprawdzie podane, ale bez klikalnego  odnośnika do konkretnej podstrony. Zdjęcia też cudze.

AKTUALIZACJA: po publikacji tego wpisu administratorzy portalu zalajkowane.pl podali źródło w formie klikalnego odnośnika i źródło zdjęć.

http://joemonster.org/art/27532/Linia_kolejowa_w_Andach - artykuł na popularnym serwerze Joe Monster. Krótki opis, zdjęcia z obciętą sygnaturką i wielki, autorski artykuł.

2. PORTALE TURYSTYCZNE

Dawniej z utęsknieniem czekałem na artykuł o jakimś kraju lub mieście w cotygodniowym dodatku do gazety, gdzie autor opisywał zabytki i największe atrakcje, ilustrując to wszystko pięknymi zdjęciami. Dziś wiem, że zdecydowana większość tych artykułów to artykuły pisane na zlecenie organizacji turystycznych danego kraju, a zdjęcia i materiały zostały dostarczone przez tę właśnie organizację.  Takie artykuły nie mają wiele wspólnego z rzeczywistością, liczą się jedynie pieniądze. Organizacja promocji turystycznej płaci portalowi ogromne pieniądze za publikację artykułu (najlepiej na stronie głównej),  zarabia dziennikarz, zarabia też zlecający, bowiem turyści nie zdają sobie sprawy, iż  to czysta manipulacja, przyjeżdżają więc masowo do reklamowanego miasta, wydając pieniądze na opisane atrakcje.  I jeszcze zakochują się w tym mieście.

http://podroze.onet.pl/na-weekend/estonia-tallin-i-parnawa-atrakcje-i-przewodnik-po-polnocy-estonii/qk75b – przykład typowego artykułu napisanego na zamówienie organizacji turystycznej.

Gdybym chciał przygotować dobry artykuł na temat interesujących atrakcji np. Tallina lub artykuł „Estonia dla ambitnych” z opisami najciekawszych, moim zdaniem, estońskich miasteczek, zajmie mi to cały dzień lub dłużej. Po co się męczyć, skoro ktoś inny dostanie za to samo ogromne pieniądze?  Po co ślęczeć nad mapami, po co tracić czas na zwiedzanie w Google Street View, po co szukać urokliwych miejsc pomijanych przez przewodniki, podróżników i portale podróżnicze? Strata czasu. To nikogo nie interesuje. Liczą się piękne opisy, piękne zdjęcia, wszystko cacy. Biznes w całej krasie.

Inne portale podróżnicze idą dalej.  Aby zapewnić oglądalność, zatrudniają stażystów lub praktykantów, oczywiście bez wynagrodzenia lub za stażystę płaci urząd pracy. Taki raz na jakiś czas musi napisać bezwartościowy artykuł, na którym portal zarabia pieniądze z reklam. Darmowa siła robocza.  Prowadzi to do wysypu bezwartościowych artykułów, a czasami nawet zmyślonych relacji z podróży.

http://www.logo24.pl/Logo24/56,125389,16297570,Niedaleka_podroz_zycia__samochodem_wokol_Baltyku.html - przykład zmyślonej relacji z podróży.

Nie dotyczy to tylko polskich portali. Takie zabiegi stosują również renomowane portale z całego świata. Na tym polega biznes.

3. BLOGOSFERA PODRÓŻNICZA

Przez trzy lata sporo zmieniło się również w blogosferze podróżniczej.  Nastąpił wysyp różnego rodzaju blogów, a blogi istniejące od dawna skomercjalizowały się – straciły swoją autentyczność, urok, są pisane dla masowego odbiorcy podróżującego po najpopularniejszych miejscach, czekającego na gotowe plany podróży, pozbawionego kreatywności.  Nic dziwnego, tylko tak można zarobić na kolejne podróże.  Coraz modniejsze staje się dorabianie ideologii do podróży – „podróżowanie z dziećmi„, „podróżowanie za darmo„, „tanie podróżowanie” i różne inne.   Blogi pasjonatów istnieją, ale nie są się w stanie przebić.

Niestety, poziom merytoryczny artykułów na blogach znacznie się obniża.  Autorzy piszą setki słabiutkich poradników, podobnie jak portale zaczynają publikować TOP 10 (na szczęście bez slajdowisk), zamiast pięknych zdjęć często widzimy żałosne „selfie” w najróżniejszych pozach.

Inni na siłę wpychają się wszędzie z odnośnikami do swojego bloga. Wystarczy poczytać komentarze pod artykułami podróżniczymi na Onecie, albo na gazeta.pl . Połowa komentarzy to reklamy do blogów podróżniczych, autorzy spamu sami sobie nawet piszą odpowiedzi, aby odnośnik był jak najwyżej.  Zresztą wśród samych blogerów zapanowała nowa moda: „pomóż mi wypromować mój blog, ja wypromuję twój„.

Najgorsze zjawisko to coś na wzór wyścigu szczurów – kto więcej zwiedził, kto więcej zaoszczędził, kto wydał najmniej, kto ma więcej fanów na Facebooku, kto jest najbardziej wpływowym blogerem w blogosferze. Niestety, to istotne dla sponsorów – oni nie patrzą na pasję, tylko rzeczywiście na liczbę fanów, obecność blogera w mediach, oglądalność. A w celu zwiększenia oglądalności trzeba pisać kolejne artykuły. Komercja w najgorszym wydaniu.

Poza nielicznymi wyjątkami nie ma już autentyczności, którą zastąpiły zmyślone lub przynajmniej ubarwione historyjki (doświadczony czytelnik bardzo łatwo to wychwyci),  wyścig po najwyższą pozycję w wyszukiwarce, czyli kult SEO, walka o jak największą liczbę fanów na Facebooku. Trzymają się „Podróżniccy„, ale oni mają tak wyrobioną markę i tylu sponsorów/partnerów, że nie muszą się bawić w podobne zabawy i mogą sobie pozwolić na kompromis.

Ogólnie zrobiło się nieciekawie, ale niestety, jeżeli ktoś nie ma dobrze płatnej pracy, a chce podróżować, musi jakoś zdobyć pieniądze. Pewnych granic jednak nie powinno się przekraczać.

Irytuje mnie też wyniosłość blogerów podróżniczych – traktowanie turystów preferujących inną formę podróży z góry. Nie każdy musi przecież być „backpapersem”, nie każdy musi podróżować autostopem i spać u couchsurferów.  Każdy lubi co innego – ja na przykład kocham podróżowanie koleją z noclegiem w średniej klasy obiekcie noclegowym lub w pociągu i wolę dopłacić, aby się wyspać.

4. TRUDNOŚCI W PROWADZENIU STRONY LUB BLOGA

Regularne prowadzenie strony lub bloga to nie tylko przyjemność.  Autorzy napotykają na wiele trudności, czego sam doświadczyłem.

Pierwsza z nich to zwątpienie. Wielokrotnie macie ochotę porzucić pisanie bloga lub redagowanie strony.  Nie widzicie sensu swojej pracy, czytelników jest mniej niż oczekiwaliście. Nie ma sponsorów. W końcu rzucacie blog, ale później wracacie, bo to w pewien sposób uzależnia, podobnie jak uzależniają podróże.

Problemów przysparza niezrozumienie otoczenia. Wszyscy wokół podcinają wam skrzydła, pytają „po co ci to?„, „na co ci to?„, „po co chcesz zwiedzać, skoro wszystko jest w internecie„.  Tacy ludzie potrafią skutecznie zniechęcić do podróży i popsuć wspaniale zapowiadający się tydzień.  Można powiedzieć – zmień znajomych. Ale co zrobić, kiedy tak zachowują się na przykład rodzice, z którymi musisz mieszkać z przyczyn ekonomicznych.

Koszyce

Koszyce – jedyna moja zagraniczna wyprawa w latach 2011-2014

Pieniądze to sprawa na osobny rozdział.  Można udzielać porad o oszczędzaniu na podróż, kiedy macie z czego oszczędzać. Kiedy ktoś jest bezrobotnym bez prawa do zasiłku i musi kombinować jak zarobić na składki ZUS w wysokości 1050-1100 zł miesięcznie, to nie jest tak łatwo. Co innego student mający uprawnienia do zniżek na bilety (albo nawet bilety za darmo), zniżki w obiektach noclegowych, restauracjach, preferencyjne warunki zatrudnienia, stypendia, co innego osoba w wieku około trzydziestu lat bez żadnych przywilejów.  Owszem, można niedrogo podróżować pociągiem po Polsce, ale trudno  porównywać osobę mającą do dyspozycji 100 zł rocznie na podróże z osobami mającymi do dyspozycji kilkanaście lub kilkadziesiąt tysięcy złotych rocznie.  Nie każdy może być podróżnikiem.

Mnie dodatkowo zniechęcała analiza statystyk. Numery IP z egzotycznych krajów z zapytaniami o połączenia kolejowe nie pozostawiały wątpliwości, że chodzi o polskich podróżników. Codziennie widzicie takie wejścia i zdajecie sobie sprawę, że NIGDY nie będzie was stać na podróż do któregokolwiek z opisywanych krajów, a co dopiero do krajów takich jak Sri Lanka, Argentyna, czy nawet stosunkowo niedrogich krajów bałkańskich.  Czytacie również na innych blogach lub forach relacje z takich podróży – kojarzycie wejścia, a autor nawet nie poleci waszej strony jako źródła informacji, choć z niej korzystał.

Ostatni problem to maile.  Mnóstwo ludzi chce, aby wyszukać im połączenia, podać cenę i wszystko inne, choć tak naprawdę to kilka minut roboty, jeżeli uważnie czytają artykuły.  Inni chcieliby dokładny plan podróży. Oczywiście wszystko za darmo.  Wydaje się to banalne, lecz jeśli dostajecie kilkadziesiąt takich maili dziennie, zaczynacie się denerwować.  Chcecie pomóc, ale przecież nie macie takiego obowiązku.

5. PASJA A ZAROBEK

Kwestią kontrowersyjną jest zarabianie na blogu.  Wiele osób uważa, że blogerzy powinni prowadzić swoje blogi z czystej pasji, bez chęci zysku.  Najczęściej uważają tak osoby, według których wszystko powinno być za darmo.   Owszem, można prowadzić blog bez chęci zarobku, jeżeli aktualizujemy go raz na kilka tygodni, mamy źródło utrzymania, piszemy krótkie artykuły bez głębszego przesłania.

Problem pojawia się, kiedy redagowanie strony lub bloga zajmuje nam cały dzień, poświęcamy temu cały wolny czas, a nie mamy innych źródeł dochodu.  Praca za darmo to piękna idea, chcesz tworzyć wszystko dla czytelników. Wszystko pięknie wygląda w wieku 15-18 lat, albo w czasach studenckich – utrzymujesz się ze stypendiów, prac dorywczych, nie musisz martwić się składkami na ZUS.  Później jednak przychodzi refleksja. Kiedy zachorujesz i przyjdzie ci czekać 9 miesięcy do specjalisty, musisz iść prywatnie. Jedna wizyta to 150 zł. Czy lekarz przyjmie cię za darmo?

Prowadząc portal podróżniczy wypadałoby chociaż co jakiś czas podróżować.  Są tacy, którzy podróżują autostopem, śpią pod namiotem lub u couchsurfera, myją się w rzekach, a jedzenie wyjadają ze śmietników. Inaczej mówiąc – żyją tak, aby mieć wszystko za darmo.  Wszystko fajnie, dopóki jest zdrowie, później człowiek inaczej patrzy na podróż. Chciałby coś z tej podróży wynieść, spokojnie pospacerować, nie czuć się śmierdzącym dziadem. Niestety, wtedy trzeba zapłacić. Czy ktoś zafunduje ci podróż?

Tutaj wypadałoby wspomnieć o podróżach sponsorowanych. Niektórzy blogerzy mają szczęście i pojadą w taką podróż – przejazd, nocleg oraz bilety załatwia organizacja promocji turystycznej w zamian za artykuły na blogu.  To przywilej dla nielicznych, mających najwięcej fanów na Facebooku i najbardziej rozpoznawalnych.  Przez trzy lata działalności miałem tylko jedną taką propozycję. Na koniec pojechali inni blogerzy, mnie jednego pominięto. Inna sprawa, że nie pojechałbym, gdyby proponowano mi taką podróż jak na przykład polskim blogerom w Gruzji. Dlaczego? Bo nie jeżdżę autobusem i nie lubię, kiedy mam zwiedzać według określonego programu. Lubię kreatywność, wyzwania, samodzielne planowanie, zwiedzanie ciekawych miejsc według własnego uznania. Do tego podróż pociągiem. Ewentualny sponsor na to nie pozwoli.

Praca przy blogu to również inwestycje w sprzęt. Nowy tablet, smartfon, aparat cyfrowy, różne gadżety podróżnicze.  Skąd na to weźmiecie?

Kolzam

Nawet podróż takim pociągiem to przyjemność

Co do propozycji współpracy przez te trzy lata:  jedyna uczciwa współpraca to Google Adsense. Nie mogę złego słowa powiedzieć na ten program, choć niektórzy krytykują Google za nadgorliwość w egzekwowaniu regulaminu.  Inne propozycje opierały się na zasadzie – ty nas reklamujesz, nie masz z tego nic.  Początkowo zgadzałem się na to licząc, iż ktoś z przyzwoitości to doceni. Nie popełniajcie tego błędu – nikt tego nie doceni. Nie ma miejsca na uczciwość, przyzwoitość ani na sentymenty. Liczy się pieniądz.

Należy też nadmienić o innej, bardzo dobrej propozycji współpracy ze strony jednego z zagranicznych przewoźników kolejowych. Warunki współpracy bardzo dobre, możliwości rozwoju portalu. Przez cztery miesiące trwały przygotowania do nawiązania współpracy, ale kiedy przyszło co do czego, przewoźnik wycofał się bez słowa wyjaśnienia.  Gdyby się nie wycofał, pewnie mógłbym rozwijać portal, bowiem za to, co ja robię za darmo, ktoś inny dostanie prowizję od kilkudziesięciu do kilkuset euro miesięcznie.  Niestety, kto ma pieniądze, ten dyktuje warunki, a skoro przewoźnik woli współpracować z innymi, to trudno.  Boli jednak takie chamskie podejście do sprawy i zachowanie podobne do rozpieszczonego bachora w piaskownicy.  Wystarczyłoby zwykłe wyjaśnienie.

Po 3 latach pracy nad portalem podróżniczym wiem jedno – nawet, gdybym opisał wszystkie pociągi świata, zrobił do nich mapy i opisałbym najważniejsze miasta na trasie – nigdy nie zarobię na ZUS w pełnej wysokości. NIGDY.  To niewykonalne zadanie. Jeżeli jesteś studentem i emerytem, to nie masz takich zmartwień, możesz połączyć przyjemne z pożytecznym, ale jako zwykły bezrobotny nie masz żadnych szans. Szkoda czasu.

Część blogerów wprawdzie broni się, że robi to wszystko dla czytelników, lecz bądźmy szczerzy – czy czytelnicy pomogą ci w razie potrzeby? Czy czytelnicy opłacą ci lekarza? Czy czytelnicy zapłacą za ciebie rachunki? Nie, znajdą inny interesujący blog.

Jeżeli miałbym coś za złe ewentualnym partnerom i sponsorom, to robią jeden poważny błąd – widzą krótkoterminowo, żądając jak największych zysków i jak największej oglądalności w jak najkrótszym czasie. Tymczasem we współpracy długofalowej o wiele większe korzyści dla sponsora mogłoby przynieść wspieranie pasjonatów, przy założeniu uczciwości i lojalności ze strony blogera, o co też trudno.

6. DLACZEGO WYCOFAŁEM SIĘ Z BRANŻY

Różni blogerzy, marketerzy (marketingowcy) i specjaliści od public relations zgodnie twierdzą, że rozpoczynając pisanie bloga trzeba mieć koncepcję, szczegółowy plan rozwoju itp. Z mojego doświadczenia wynika co innego – życie weryfikuje założenia i koncepcje, w trakcie pracy próbuje się nowych pomysłów, poprawia błędy, sugeruje się wskazówkami od czytelników.  Naprawdę nie da się wszystkiego przewidzieć na etapie planowania.

Po prawie trzech latach pracy prowadzenie strony internetowej przestało mi sprawiać przyjemność, stało się męczącym obowiązkiem. Inne strony i blogi rozwijały się – autorzy pozyskiwali sponsorów, spełniali swoje marzenia, kupowali nowy sprzęt, u mnie nie działo się nic. Zdałem sobie sprawę, że moja praca nie ma sensu.  Siedzący tryb życia, zmęczone oczy, brak snu, na co mi to? I tak nigdy nie zarobię na ZUS. Wprawdzie mógłbym odczuwać satysfakcję, iż każdego miesiąca około 30 tysięcy osób korzysta z mojej strony, lecz co mi z tego, skoro ja sam nie będę miał za co żyć?

Mogłem zrobić kolejny portal, dla którego słowami kluczowymi będzie „tanio” lub „za darmo”. Tylko po co? Nie jest to mój styl, nie potrafię pisać hurraoptymistycznych artykułów o promocjach, pomijających rzeczywiste koszty podróży – na przykład noclegu na miejscu, czy wyżywienia.

Nie chciałem też robić kolejnego portalu z setkami bezwartościowych slajdowisk, artykułów typu „musisz zrobić„, „musisz zobaczyć„, „musisz zwiedzić„.  To dobre jako ciekawostka, ale na dłuższą metę nudzi.  Poza tym sam nie lubię takiego zwiedzania. Lubię po prostu pospacerować po różnych miastach, delektować się atmosferą, obserwować życie i mieszkańców.

Nie widziałem sensu w przepisywaniu artykułów z renomowanych zagranicznych portali, pisaniu setnego artykułu o tym, jak dojechać do jakiejś stolicy,  kopiowaniu artykułów z Wikipedii oraz zaśmiecaniu strony przewodnikami po najpopularniejszych stolicach tylko po to, aby podnieść oglądalność.

Nie bawi mnie wyścig o największą liczbę fanów na Facebooku, rywalizacja o najbardziej wpływowy portal lub blog. Ten świat nie jest dla mnie.

Rozpoczynając pracę nad portalem „Świat Podróży Kolejowych” chciałem skupić się na interesujących i mało znanych miastach, ciekawych połączeniach, egzotycznych kolejach, fotografować pociągi, dworce i miasta. Niestety, takie podejście nie ma szans na powodzenie.  Liczy się tylko pieniądz. Nie ma miejsca na pasję.  Ja się z tego wycofuję.

Czy żałuję 3 lat straconych na pracę przy portalu podróżniczym? Z jednej strony tak, bowiem kiedy jeszcze jako tako dopisywało zdrowie, mogłem wyjechać do pracy za granicę i odłożyć choć trochę grosza. Z drugiej nie, bo i tak nie miałem lepszego pomysłu na życie. Poza tym po opracowaniu artykułów o kolejach całego świata doszedłem do wniosku, że w Polsce nie jest tak źle – mamy piękny kraj, którego nie doceniamy. Niestety, Polacy są zapatrzeni we wszystko, co obce i zachwycają się nawet przeciętnymi, zagranicznymi miastami.

Wrocław

Wrocław