Kolej na Podróż

Blogi podróżnicze w pytaniach i odpowiedziach – tajemnice branży

Blogi podróżnicze opanowały internet. Coraz więcej osób czyta moje artykuły o zasadach funkcjonowania blogów podróżniczych. Jednak jest pewien problem – zasady się zmieniają, rynek się zmienia, więc wiele rad pozostaje nieaktualnych. Zachęcony popularnością poprzednich artykułów przygotowałem wpis z najczęściej zadawanymi pytaniami na temat funkcjonowania blogów podróżniczych. Wpis powstał na bazie wymiany doświadczeń z innymi blogerami, wspólnych wątpliwości i poszukiwaniu odpowiedzi na dręczące nas pytania.

Prowadzenie bloga podróżniczego nie jest tak proste i przyjemne, jak możecie przeczytać w mediach. Czytacie o ludziach, którzy rzucili wszystko i zaczęli podróżować. Ale kiedy skończą się pieniądze, będą musieli wrócić do normalnego życia. Jeśli nie macie dobrze płatnej pracy i nie robicie tego, co kochacie, będzie to bardzo trudne.

Pytania podzieliłem na kilka rozdziałów. W blogosferze panuje niepisana zasada, aby nie krytykować innych blogerów. W niektórych przypadkach dotrzymanie tej zasady było niemożliwe, aczkolwiek starałem się, aby ta krytyka nie była złośliwa, a jedynie podkreślała tezy zawarte w moich odpowiedziach na najczęściej pojawiające się pytania.

Oczywiście nie jestem najlepszym i najmądrzejszym blogerem. Są lepsi ode mnie, popełniałem i popełniam błędy, a prowadząc bloga o niszowej tematyce nigdy nie dorównam im pod względem oglądalności, nie mówiąc o zarobkach. Lata w branży jednak nauczyły mnie pewnych rzeczy.

Zobacz również:

Blogi podróżnicze – sytuacja w branży (2018)
Jak nie prowadzić bloga podróżniczego?
Jak wypromować blog i odnieść sukces?

1. Rynek blogów podróżniczych

Ile blogów podróżniczych działa w Polsce?

Po liczbie reklam szacuję, że w Polsce istnieje co najmniej 6000 blogów podróżniczych i każdego dnia powstają setki nowych. Odnoszę wrażenie, że każdy zakłada swojego bloga podróżniczego. W rzeczywistości liczba ta może sięgać kilkunastu tysięcy.

Do czego można porównać sytuację na rynku blogów podróżniczych?

Sytuację na rynku blogów podróżniczych można porównać do następującej sytuacji: na rynku działa kilka tysięcy przewoźników autobusowych. Wszyscy przewożą pasażerów za darmo, a tylko kilkanaście z nich otrzymuje dotacje od państwa i samorządów, dzięki którym zarabiają. Pozostali też chcą otrzymywać dotacje, więc rywalizują o to, kto przewiezie jak najwięcej pasażerów, kto zaoferuje najwyższy komfort, kto będzie miał najwięcej fanów na fanpage’u przewoźnika, u kogo pasażerowie spędzą najwięcej czasu w autobusie. W wyścigu o jak największą liczbę pasażerów wszyscy uruchamiają darmowe linie pomiędzy największymi miastami, gdzie potoki pasażerów są największe. Wszyscy inwestują jak najwięcej pieniędzy, żeby za darmo wozić jak najwięcej pasażerów, bo liczą, że dostrzeże ich państwo lub samorządy, dzięki czemu będą mogli żyć z dotacji. Szaleństwo? Tak właśnie wygląda rynek blogów podróżniczych.

Czy istnieje ranking najlepszych blogów podróżniczych?

Co roku blog Crolove.pl tworzy ranking widoczności w Google oraz obecności w mediach społecznościowych. W 2017 roku mój blog zdobył 23 miejsce na 500 sklasyfikowanych w rankingu widoczności w Google. W tym roku będzie zdecydowanie gorzej. Nie jest to jednak do końca wiarygodny ranking, bowiem aplikacja Senuto, według wskazań której jest tworzony, nie uwzględnia w bazie słów kluczowych wielu słów i fraz kluczowych dotyczących małych miast albo pociągów. Tak więc ponad połowa moich artykułów nie jest uwzględniana przez Senuto.

Czy blogi podróżnicze mają przyszłość?

Nie wiem. Rynek blogów podróżniczych bardzo szybko ewoluuje. Według mnie przetrwa tylko kilkanaście najsilniejszych, a reszta, w tym mój blog, prędzej czy później padnie. Nawet te najbardziej dochodowe upadną, kiedy skończy się moda na podróżowanie, a pieniądze z organizacji turystycznych przestaną płynąć szerokim strumieniem.

Czy blogi podróżnicze mają szanse z wielkimi graczami?

Tylko te największe. Małe zostaną zepchnięte  w wyszukiwarkach na niskie pozycje przez koncerny, wielkie portale i portale rządowe. Na wysokie pozycje wysuną się także artykuły pisane przez studentów za grosze dla pośredników w sprzedaży biletów lub noclegów, chociaż takie artykuły to kompilacja artykułów z blogów podróżniczych.

Zobacz, jaką ja mam konkurencję, jeśli chodzi o artykuły o podróżowaniu koleją: Deutsche Bahn, Polskie Linie Kolejowe, PKP Intercity, Przewozy Regionalne, Koleo, Go Euro, Rail CC, Virail. Czy taki mały blog ma szansę konkurować z firmami dysponującymi budżetem liczonym w setkach milionów euro? Sam sobie odpowiedz. W przemyśle turystycznym wkrótce będzie tak samo.

2. Założenie bloga

Czy warto zakładać bloga?

Nie warto, o ile nie jesteś kimś znanym lub nie masz znajomości w mediach i agencjach reklamowych. Warto, jeśli piszesz dla lansu wśród znajomych.

Chcę zarabiać na blogu, czy jestem złym człowiekiem?

Nie jesteś złym człowiekiem, tak naprawdę 90% albo więcej blogerów chce zarabiać na blogu, tylko o tym nie mówi. Bajki typu „piszę z miłości do podróży”, „piszę dla znajomych” będziesz czytał na niemal każdym blogu, w praktyce chodzi o pieniądze.

Co będę miał z prowadzenia bloga?

Chwilową sławę wśród znajomych, więcej nic. Blog nie liczy się nawet jako doświadczenie zawodowe. Tracisz tylko czas.

Czy konkurencja jest silna?

Konkurencja na rynku blogów podróżniczych jest zabójcza.

Ile czasu będę musiał poświęcić na prowadzenie bloga?

Każdą wolną chwilę. Z roku na rok wymagania wobec blogera są coraz większe. Kiedy zaczynałem, wystarczyło zrobić krótki artykuł i kilka zdjęć. Obecnie minimum to obszerny artykuł plus ciekawostki historyczne (najczęściej skopiowane z Wikipedii), ale i tak nie mamy gwarancji, że będzie na wysokich pozycjach w wyszukiwarkach. Zdjęcia muszą być piękne, przydałoby się też zdjęcie z drona, a wszystko kosztuje.

W co zainwestować przed założeniem bloga?

Przede wszystkim w bardzo dobry aparat fotograficzny i podróże. Do tego jeszcze przewodniki, jeśli chcesz tworzyć coś więcej niż galerię zdjęć. Przydałby się także program do obróbki zdjęć. Podróże koniecznie do Włoch i modnych miejsc, niekoniecznie wielkich miast, ale tych często wyszukiwanych. Na początek dobrze byłoby przed uruchomieniem bloga przygotować wpisy o 50-100 miejscach wraz ze wszystkimi zabytkami i muzeami. Wszystko opisane i sfotografowane, zdjęcia powinny być robione wcześnie rano oraz wieczorem, wtedy wychodzą najlepsze ujęcia. To wszystko pochłonie mnóstwo czasu i pieniędzy.

Dobry merytorycznie blog to zajęcie dla osób, które na co dzień zajmują się na przykład pisaniem przewodników, oprowadzaniem lub pilotowaniem wycieczek. Mają wtedy solidne zaplecze i podstawy, nie mówiąc o pieniądzach. Fanów także będzie im łatwiej zdobyć.

Ile osób powinno prowadzić bloga?

Co najmniej trzy. Jedna osoba to zdecydowanie za mało. Dobrze mieć do pomocy kobietę, która pomoże poprawić tekst tak, aby trafiał w gusta kobiet. Przyda się także ktoś znający się trochę na programowaniu, ewentualnie na grafice. Dla jednej osoby to za dużo.

Czy będę miał hejterów?

Wbrew obiegowej opinii blogerzy podróżniczy mają mało hejterów. Ja znam tylko kilku, którzy od lat czytają moje strony i co jakiś czas przyślą mi wulgarny mail lub zamieszczą wulgarny komentarz. Dużo więcej jest natomiast osób zbulwersowanych moim podejściem do życia. Ale cóż, kiedy byłem młody, również wydawało mi się, że życie jest piękne.

Żeby nie rzucać słów na wiatr, postanowiłem przedstawić moich hejterów.

Paweł P. ps. „Mezo23” – znany autorytet w środowisku podróżniczo-turystycznym, produkujący się na licznych forach podróżniczych i mój samozwańczy nauczyciel. Nie mogę podać pełnego nazwiska, bo pisze maile anonimowo, ale jeśli dobrze poszukacie, to znajdziecie. Paweł P. co jakiś czas przesyła mi maile, często z wulgaryzmami. Wszystkie łączy jedna cecha – podkreśla w nich, że ma 20 tysięcy fanów na Facebooku lub 20 tysięcy czytelników strony miesięcznie. Zapewne stan jego umysłu nie pozwala mu określić, czy to liczba fanów, czy miesięczna liczba odsłon, nie może jednak pominąć swojego wielkiego sukcesu w żadnym mailu.

Mezo23

Jeden z łagodniejszych, ale typowy, niezwykle pouczający mail od Pawła P. ps. „Mezo23”

Drugi z moich największych hejterów pisze pod prawdziwym nazwiskiem na Facebooku i jest szczery do bólu, często używając wobec mnie słów powszechnie uznawanych za obraźliwe. Osobnik to niejaki Jakub P. – również niekwestionowany autorytet w środowisku miłośników kolei. Pojawia się zawsze, kiedy w jakikolwiek sposób skrytykuję PKP Intercity. Prymitywny styl wypowiedzi podobnych osób, liczba ich znajomych na Facebooku oraz pozycja zawodowa (to ludzie sukcesu) uświadomią ci bezsens życia.

Hejter

Komentarz Jakuba P. do mojej krytycznej recenzji wagonu sypialnego PKP Intercity

Na żądanie osób wymienionych w poście musiałem usunąć ich dane personalne oraz zdjęcia. Niestety, przepisy są nieubłagane i chronią osoby publikujące obraźliwe wypowiedzi. 

Ci dwaj na górze to ewidentnie przypadki dla lekarzy specjalistów. Inni moi hejterzy: Michał – rzecznik prasowy firmy kolejowej, Kasper – znany podróżnik i dziennikarz kolejowy oraz paru ludzi z branży kolejowej na wysokich stanowiskach. Ci nie są wulgarni, prezentują znacznie wyższy poziom, ale bywają równie irytujący. Wszystkich łączy jedno – od dzieciństwa mają zapewniony idealny start, mają lekką i dobrze płatną pracę oraz darmowe bilety na podróże koleją po wielu krajach. Więc wiadomo, życie dla nich wygląda inaczej, a takich jak ja traktują jak śmieci.

Ponadto moich hejterów łączy jedna rzecz – czytają mnie od początku, czyli od ponad sześciu lat. Narzekają, wyzywają, ale powracają na moje strony regularnie. Po co? Sam nie wiem.

Jak na kilkaset tysięcy czytelników rocznie, niska liczba hejterów przeczy temu, co można wyczytać o tym zjawisku na portalach internetowych.

Wydatki na blog podróżniczy

Co najmniej tyle pochłonie blog podróżniczy każdego miesiąca (fot. TygZam, CC-0, pixabay.com)

3. Jak prowadzić blog podróżniczy?

O czym pisać na blogu podróżniczym?

Na blogu podróżniczym najlepiej pisać o najpopularniejszych miejscach. Zagwarantuje ci to dużo wejść i fanów. Problem w tym, że trudno się wyróżnić, powstały setki artykułów o największych miastach Hiszpanii, Włoch, czy Lwowie, a nie sposób przewidzieć, którą ze stron wyszukiwarka uzna za najlepszą. Nie warto pisać o małych, urokliwych i niepopularnych miejscowościach, bowiem przeczytają to pojedyncze osoby. Strona o modnym miejscu wygeneruje przez dzień tyle odsłon, ile strona o mało znanej miejscowości przez rok.

Jakie tematy przyciągają najwięcej widzów?

Najwięcej widzów przyciągają następujące tematy: zakupy, kuchnia, punkty widokowe, ceny.

Na co jeszcze zwracać uwagę?

Na pewno należy zwrócić uwagę na tytuły – tytuł musi być krzykliwy i przyciągać czytelników, czyli taki, jak w czasopismach bulwarowych.

Czy ważna jest jakość mojej pracy i wartość merytoryczna artykułów?

Nie jest ważna. Ważna jest oglądalność (unikalni użytkownicy) oraz liczba fanów.

Czy warto pisać osobne artykuły o historii krajów i tym podobnych?

Nie warto – tego prawie nikt nie czyta. Historię i ciekawostki możesz jedynie dodać w ramach artykułu o popularnym mieście, na osobny artykuł szkoda czasu i wysiłku.

Czy warto wdrażać nowe pomysły?

Niby tak, ale jeśli napiszesz coś nowego, znajdziesz ciekawe miejsce lub wdrożysz nowe rozwiązanie techniczne, wkrótce dziesiątki, jeśli nie setki blogerów odgapią się od ciebie, bo to właśnie inni blogerzy podróżniczy stanowią dużą część twoich czytelników.

Dlaczego niemal wszyscy blogerzy mają takie same miny i pozy na zdjęciach?

Pozy na zdjęciach, podobnie jak tytuły i treść wielu artykułów, to kopie z amerykańskich blogów podróżniczych.

Czy warto pisać rzetelnie i być uczciwym?

Nie warto. Będąc uczciwym skazujesz się na porażkę, a przez to na drwiny otoczenia.

Czy warto krytykować zwiedzone miejsca?

Nie warto. Ludzie chcą żyć w iluzjach i chcąc odnieść sukces, musisz im dostarczać te iluzje. Jeśli cię oszukali, to tak naprawdę ty jesteś winny, jeśli trafiłeś na nieodpowiednich ludzi, to tak naprawdę ty byłeś zły, dlatego spotkałeś takich ludzi. Skrytykujesz miejsca lub narody promowane jako przyjazne dla Polaków – zostaniesz zmieszany z błotem. Czytelnicy chcą wierzyć, że wszystko jest piękne, ludzie wspaniali, gościnni, bezinteresowni. Nie zabieraj im tego.

Czy pobieżny opis zwiedzonego miasta wystarcza?

Już nie. Musisz opisać i sfotografować wszystkie zabytki, również te na peryferiach miasta. Mnie czytelnicy często zarzucają, że nie opisałem wszystkiego lub pominąłem jakiś mało znany zabytek w okolicach. Niestety, tnąc koszty nie da się zwiedzić wszystkiego.

Czy napisanie obszernego artykułu gwarantuje wysoką pozycję w wyszukiwarce?

Nie. Często jest tak, że artykuły mające mało treści i napisane na przykład w ciągu godziny z treści skopiowanych z Wikipedii zajmują w wyszukiwarce wyższą pozycję, niż artykuły tworzone przez kilka dni albo tygodni. Od czego to zależy? Nie wiem.

Mam ochotę wszystko rzucić w cholerę i skasować bloga. Czy to normalne?

Tak, to normalne. Każdy bloger tak ma, tym bardziej, jeśli w swoją pracę włożysz mnóstwo serca i pasji. Ja już wielokrotnie przerywałem prowadzenie stron i bloga, ale nie zaprzestałem całkowicie z dwóch powodów – ceny oferowane za mój dorobek były urągające ludzkiej godności, a gdybym przestał prowadzić bloga, ktoś inny przywłaszczy sobie treści z niego zmieniając tylko parę rzeczy. Wpadłem w pułapkę, bo nie widzę sensu tworzenia, a z drugiej strony nie mogę tego całkowicie porzucić.

Kot

Kotek lub piesek to dużo więcej lajków i pieniędzy (fot. Allange, CC-0, pixabay.com)

Dziecko

Lans na dziecko to skuteczna metoda walki o fanów i sponsorów (fot. Victoria Borodinova, CC-0, pixabay.com)

4. Koszty

Ile kosztuje prowadzenie bloga podróżniczego?

Prowadzenie bloga podróżniczego z prawdziwego zdarzenia to ogromne koszty. Jeśli prowadzisz bloga niekomercyjnego, bez chęci wypromowania się lub zysku, wystarczą po prostu zwykłe podróże i nie ponosisz kosztów poza domeną oraz własnym czasem. Jeśli chcesz się przebić – przygotuj się na inwestycje w sprzęt i podróże o łącznej kwocie kilkudziesięciu tysięcy złotych na początek, a potem kilkunastu tysięcy rocznie. Ponadto w przypadku działalności komercyjnej trzeba opłacać składki ZUS oraz różne abonamenty na oprogramowanie.

Koszty można znacznie obniżyć podróżując na koszt innych – autostop i couchsurfing.

Wszyscy mi mówią, że podróże są tanie i dostępne dla każdego.

Bzdura. Zależy od tego, ile możesz wydać na podróże. Jeśli możesz lekką ręką wydać 2 tysiące miesięcznie, będzie tanio. Promocyjne bilety lotnicze na inny kontynent również możesz upolować, lecz musisz je zarezerwować z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem. I wcale nie będzie tanio jak barszcz. Podróże kosztują, a przez boom turystyczny ceny przyzwoitych noclegów w wielu miejscach osiągają astronomiczny poziom. Tanie podróżowanie to domena osób podróżujących autostopem i nocujących w ramach couchsurfingu, ewentualnie tych, którym wszystko opłacają sponsorzy. Legenda wokół taniego podróżowania to fikcja.

5. Jak odnieść sukces?

Ile wpisów potrzeba, aby zacząć zarabiać na blogu?

Nie ma reguły. Jednym, którzy mają znajomości w mediach, udaje się po kilku wpisach. Inni, choćby napisali tysiące wpisów, nigdy nie zaczną zarabiać na blogu, ani nie staną się popularni.

Przecież niektórzy tworzyli bloga dla siebie, ale odnieśli sukces, chociaż tego nie planowali.

Bzdura. Prawie wszyscy, którzy odnieśli sukces, pisali o najpopularniejszych miejscach, mieli znajomości w mediach i agencjach reklamowych, dzięki czemu byli promowani, a ich blogi były kalką amerykańskich blogów podróżniczych. To była strategia dobrze zaplanowana i od początku ukierunkowana na zysk.

Mało tego, wiele z tych blogów na początku (2013-2014) pisało również przewodniki po miejscach,  których ich autorzy nie zwiedzili. Dopiero później się to zmieniło – jak pisałem, wymagania wobec blogera cały czas rosną.

A ci, którzy odnieśli sukces przypadkowo?

Było kilka takich blogerek. Dwie zostały wypromowane przez Onet, gdzie na nieistniejącej platformie blog.pl miały konto. Ponadto pewna pani napisała tekst popierający wielokulturowość i tolerancję, przez co zdobyła 20 tysięcy fanów w ciągu tygodnia. Inna pokazała zdjęcie z głębokim dekoltem – tak się robi karierę.

Od czego zależy sukces?

Od liczby fanów i zasięgu w mediach społecznościowych.

Jak zdobyć fanów?

Jest kilka metod – możesz nastawiać się na tanią sensację, możesz spamować po grupach tematycznych na Facebooku (ale teraz tak już wszyscy robią, więc nie jest to skuteczne), promować się w mediach (również nie jest skuteczne jak dawniej), albo po prostu kupić sobie fanów na Allegro. W rzeczywistości pozyskanie nowych fanów jest bardzo trudne.

Czy wytrwałość w prowadzeniu bloga gwarantuje sukces?

Nie. Gwarantuje natomiast problemy ze wzrokiem i kręgosłupem w młodym wieku.

Czy istnieje uniwersalny przepis na sukces bloga podróżniczego?

Nie istnieje. Trzeba pisać zgodnie z obowiązującą modą, odwiedzać modne miejsca i restauracje, nocować w modnych hotelach. Trendy zmieniają się, po latach trzeba wszystkie artykuły uzupełnić i pozmieniać, aby były wysoko w wyszukiwarkach. A nie ma na to czasu.

Dlaczego sukces odnoszą niemal same kobiety?

Cóż, większość czytelników blogów podróżniczych to kobiety. Kobiety lepiej trafiają w gusta kobiet, mężczyźni po prostu piszą inaczej i myślą inaczej, przez co są na straconej pozycji.

Spamowanie

Wklejaj informacje o każdym swoim wpisie na wszelkie możliwe grupy na Facebooku. Każdy wpis na co najmniej 20 grupach + fanpage’ach miast.

6. Zarabianie na blogu podróżniczym

Ile osób żyje z blogów podróżniczych?

Trudno podać dokładną liczbę, lecz moim zdaniem nie będzie to więcej niż 10-15 osób, plus kolejne 10-15 z blogów mieszanych, czyli np. podróżniczo-kulinarnych oraz podróżniczo-lifestyle’owych. Około 0,2% z ogólnej liczby blogujących, albo jeszcze mniej.

Ile zarabia bloger?

Zależy od liczby zleceń, grupy docelowej, a przede wszystkim liczby fanów i obserwatorów na portalach społecznościowych. Niektórzy zarabiają kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie, podróżują tylko na zlecenia, ale pieniędzmi muszą się podzielić ze współpracownikami oraz agencjami reklamowymi, które ich wypromowały.

Nieuczciwa firma proponuje mi spory zarobek za reklamę. Zgodzić się?

Tak, chcąc zarabiać na blogu musisz się pozbyć wszelkich skrupułów. Podam ci pierwszy lepszy przykład: znany bloger zarabiający według własnych słów 10 tysięcy miesięcznie na podróżach w artykule o Czarnogórze poleca stronę z cenami w Czarnogórze. Po kliknięciu w odnośnik przekierowuje nas na słaby merytorycznie artykuł na stronie firmy pożyczkowej oferującej pożyczki z RRSO 819,1%. Wyobrażasz to sobie? Pożyczka z RRSO 819%. Dno. Jednak takiego blogera nikt nie potępi, bo przecież musi z czegoś żyć, a każdy sam decyduje, czy wziąć pożyczkę. Tak więc reklamowanie podobnych firm nie jest źle odbierane, ważne jest, ile zarabiasz.

Czy zarobię prosząc o dobrowolne datki?

Możesz założyć sobie konto na stronie patronite.pl. Kilkoro blogerów lub vlogerów z dobrowolnych datków otrzymuje ogromne pieniądze, ale 90% nie ma nic lub marne grosze.

Czy jeśli nie zarobię, ktoś kupi mój blog?

Jeśli jest dobry, pewnie zgłoszą się wielcy gracze chcący kupić twój blog. Jednak zaproponują taką cenę, że się popłaczesz.

Czy zarabianie na blogu jest mile widziane?

Obecnie tak – to brak zarobku jest potępiany. Kiedy zaczynałem, potępiane było nie tylko zarabianie na blogu, ale nawet podpisywanie się pod artykułami i zdjęciami własnym nazwiskiem. Ludziom wmawiano, że powinni tworzyć za satysfakcję i robić wszystko bezinteresownie oraz anonimowo. A najlepiej dla Wikipedii.

Pieniądze

Tyle zarabiają tylko nieliczni (fot. Maklay62, CC-0, pixabay.com)

7. Jak oni to robią?

Jak oni to robią, że pracując na etacie tyle podróżują?

Jest to możliwe, ale nie w każdej pracy. Warunki są trzy – elastyczny czas pracy; możliwość odpracowania dni wolnych, wykorzystania odpracowanych dni wolnych w inne dni oraz dobre połączenia lotnicze i kolejowe (najlepiej Warszawa). Nie uda ci się tyle podróżować pracując od poniedziałku do piątku od 7 do 15 w jakimś małym mieście, z którego musisz jechać pół dnia na lotnisko.

Osobny rozdział to pracownicy naukowi, czy nauczyciele. 2 dni zajęć w tygodniu, prawie 3 miesiące wakacji, blisko lotnisko – wtedy można podróżować bez ograniczeń. Ale nie ma czasu na pisanie bloga.

Jak oni to robią, że kobieta z dzieckiem jest cały czas w podróży?

Najczęściej wygląda to tak: mąż pracuje i dobrze zarabia, kobieta za jego pieniądze podróżuje i prowadzi blog. Dziecko to wiele dodatkowych fanów i lajków, podobnie jak pies. Mąż jest zadowolony, bo nie musi wysłuchiwać narzekań żony.

Jak oni to robią, że tyle podróżują, piszą, odpowiadają na maile?

Zdradzę ci sekret – za największymi blogami stoi wiele osób, a bloger jest tylko kukiełką. Blogerzy mają kilka osób do pisania, osobną osobę do odpowiadania na wiadomości, fotografa, grafika, montażystę, osobę prowadzącą fanpage, dodatkowo osoby odpowiedzialne za promowanie bloga. Blogerzy mają tylko pięknie się uśmiechać i naśladować pozy z amerykańskich blogów.

Zagadką pozostaje natomiast dla mnie blog/strona „Podróże po Europie”. Podobno stoją za nią tylko 2-3 osoby, ale zwiedzonych miejsc, artykułów oraz ich obszerność poddają w wątpliwość, czy to tylko kilka osób, bo to fizycznie niemożliwe, aby w tak krótkim czasie tyle zwiedzili i opisali.

Similarweb

Similarweb szacuje, ile osób pracuje przy jednym z najbardziej znanych polskich blogów podróżniczych.

Jak oni to robią, że mają tylu fanów?

Wiele blogów było promowanych w mediach, dzięki czemu zdobyły sponsorów i fanów. Dawniej było łatwiej. Dużo blogów kupuje sobie fanów, albo korzysta z „farm fanów” stworzonych przez agencje reklamowe. To tysiące fikcyjnych profili. Tacy fani nie tylko lajkują, ale prowadzą między sobą rozmowy, potrafią zażarcie bronić krytykowanej firmy stosując zwroty typu „A w domu wszyscy zdrowi?”, „Jaka piękna pogoda, poszedłbyś na spacer”, a ludzie się na to nabierają. Oczywiście kupowanie fanów nie dotyczy wszystkich blogów.

Jak rozpoznać profile z kupionymi fanami? Proste – na moim fanpage’u mam 2200 fanów. Zwykłe zdjęcie często generuje tyle lajków i komentarzy, co post na fanpage’ach, które mają kilkadziesiąt tysięcy fanów. Wierzcie mi, to nie wynika z obcinania zasięgów przez Facebook.

Jak oni to robią, że w czwórkę kobiet samotnie jadą przez niebezpieczne kraje?

Pewnie czytasz te historyjki o przejeździe czwórki samotnych rowerzystek przez kraje Dalekiego Wschodu i byłego ZSRR, dziwisz się, jak to możliwe, że przez kilka miesięcy nic im się nie stało. Popadasz w kompleksy, bo one mówią „podróże są dla każdego”, „ludzie wszędzie są wspaniali”, „wystarczy chcieć”. A tobie instynkt samozachowawczy podpowiada – za duże ryzyko.

Masz rację. Takie blogerki nie napiszą, że wcześniej powiadomiły stosowne urzędy, korzystały z pomocy organizacji turystycznej, a miejscowe władze dyskretnie czuwały, aby nie spadł im włos z głowy.

Podobnie, jak na przykład blogerzy łapiący stopa na pustyni w pewnym kraju Dalekiego Wschodu dziwią się, że nie muszą czekać na kierowcę dłużej niż kilka minut, kierowca miły, robi za przewodnika, a ludzie zapraszają ich na spontaniczne zabawy. Zachwycają się gościnnością miejscowych. A to wszystko jest wyreżyserowane.

Jak oni to robią, że przeżywają takie niesamowite przygody?

Czytasz z zapartym tchem opowieści niezwyciężonych podróżników, którzy wchodzili w skarpetkach na wysokie szczyty, podziwiasz rodzinę, której małe dziecko uspokoiło wzburzony tłum i strażników na przejściu granicznym w Ameryce Południowej i tym podobne rzeczy, zastanawiając się, jak to możliwe, że ty nie masz tyle szczęścia do podobnych przygód. Nie łam się, oni zdecydowaną większość tych przygód zmyślają. Prawda nikogo nie obchodzi, a taka tania sensacja to więcej lajków i fanów.

Jak oni to robią, że mają tak niski współczynnik odrzuceń?

Za najbardziej wiarygodne statystyki uważane są Google Analytics. Ale również w skryptach tych statystyk można majstrować, dzięki czemu współczynnik odrzuceń będzie bardzo niski, czas spędzony na stronie będzie zliczany kilkakrotnie, podobnie jak liczba odwiedzin. Więcej na ten temat znajdziesz tutaj: krytykakulinarna.com/7-blogerskich-grzechow-glownych/

Co do czasu spędzonego na stronie i współczynnika odrzuceń, ja mam na przykład tragiczne statystyki w tym względzie, ale to przez fakt, iż wiele osób wchodzi z wyszukiwarek na zapytania typu „dworzec …. kasy”, „dworzec …. toalety”, znajduje informację i opuszcza stronę. Niestety, nie mam pomysłu, jak ich zatrzymać na dłużej.

Jak oni to robią, że po sześciu wpisach autorytet blogowy chwali ich blog?

Niektórzy z was słyszeli historyjki o blogerach, którzy po kilku wpisach zostali okrzyknięci przez innych wpływowych blogerów „nadzieją polskiej blogosfery”, „największym odkryciem”, „najbardziej rozwijającym się blogiem” i dziwicie się, że pomimo wielomiesięcznej pracy nikt was tak nie wypromował. Nie martwcie się, oni mieli odpowiednie znajomości, a autorytet też za darmo ich nie pochwalił.

Jak oni to robią, że wszyscy polecają ich bloga, a mojego nie poleca nikt?

Nie możesz zrozumieć, dlaczego celebryci mają tyle odnośników w sieci, a ty, pomimo dużej liczby wejść, nie masz żadnego. Wyjaśnię ci: komercyjni blogerzy utworzyli kartel – wzajemnie się polecają, promują, linkują i naganiają sobie sponsorów. W odnośnikach polecają tylko siebie oraz tych, którzy im zapłacą. Choćbyś miał najlepsze treści, bez znajomości nikt cię nie poleci, bo blogerzy nie polecają bezinteresownie innych blogerów, tylko po prostu kopiują ich pomysły. Takie działania ze strony kartelu powodują, że ich blogi są na najwyższych pozycjach w wyszukiwarkach.

Mali blogerzy sami od siebie promują też celebrytów, bowiem fajnie mieć w odnośnikach sławy typu Toczący się Rowerzysta, Wędrowne Ćmy albo Fakturę z Podróży. Liczą, że tamci ich za to docenią, a w rzeczywistości dzięki takim odnośnikom komercyjne blogi są jeszcze wyżej klasyfikowane w wyszukiwarkach.

8. Blogi podróżnicze – współpraca

Czy mam szansę na współpracę?

Zależy, ilu masz fanów i czy jesteś znany. Początkujący blogerzy dostają propozycje współpracy np. „Cześć, jesteśmy wielkim koncernem, zareklamuj nas” – inaczej mówiąc koncern lub firma chcą, abyście ich polecali. Wy ich polecacie, bowiem liczycie na link zwrotny albo jakieś zniżki lub darmowe bilety. A tak naprawdę naganiacie im klientów i sami nie macie z tego nic, a przez polecanie tych firm znikniecie z wyszukiwarek na ich rzecz. Mówiąc wprost: robią z was jeleni. Z początku popełniłem ten sam błąd i żałuję. Z drugiej strony nie ma reguły – na darmowe bilety załapały się blogi mające po stu fanów.

Czy przyjmować każdą propozycję współpracy?

Nie. Przede wszystkim ceń się. Na początku będziesz się cieszył, że ktoś cię zauważył i docenił, a to nieprawda – duże firmy szukają jeleni, którzy będą ich wychwalać za darmo lub za grosze. Dlatego proponują ci współpracę.

Czy warto współpracować z organizacjami turystycznymi?

W odniesieniu do kosztów i zysków tak. Organizacje turystyczne organizują wycieczki prasowe, podczas których blogerzy prowadzeni są za rączkę od atrakcji do atrakcji, uczestniczą w zainscenizowanych przyjęciach, imprezach, rozmawiają z podstawionymi ludźmi, aby wszystko później opisać jako spontaniczne na blogach lub innych mediach. Bloger podczas takiej wycieczki ma zapewniony dojazd, śpi w luksusowym hotelu, organizacja turystyczna dba, aby dobrze zjadł i często dostaje dużą sumę pieniędzy, zależną od zasięgu, czyli liczby fanów na portalach społecznościowych.

Ponadto bloger może liczyć na promocję ze strony organizacji turystycznej, co przyniesie mu dodatkowych fanów oraz odnośniki do jego bloga poprawiające pozycję w wyszukiwarkach.

Współpraca jest bardzo korzystna pod względem finansowym. Na przykład chcesz zwiedzić Niemcy. Musiałbyś wydać na taką miesięczną podróż około 10 tysięcy złotych lub więcej, potem poświęcić mnóstwo czasu na pisanie artykułów. Bloger pojedzie 10 razy na wycieczki 3-4 dniowe, spędzi w Niemczech około 40 dni, za co dostanie łącznie 2000-8000 euro albo jeszcze więcej, będzie miał zapewnione dojazdy, wyżywienie, zakwaterowanie, dostanie podkłady pod artykuły, a potem będzie promowany. Czy ma sens konkurowanie z takimi blogerami?

Czym kierują się organizacje turystyczne wybierając blogerów do współpracy?

Organizacje turystyczne kierują się liczbą fanów na portalach społecznościowych, ewentualnie obecnością blogera w mediach.

Czy należy oznaczać artykuły powstałe w ramach współpracy?

Teoretycznie w każdym takim artykule powinna być wzmianka, że wpis powstał w ramach współpracy z konkretną organizacją turystyczną lub marką. Od niedawna coraz więcej blogerów oznacza takie artykuły, lecz niektórzy tego nie robili i nie robią, co nikomu nie przeszkadza. Zdziwilibyście, ilu czołowych blogerów uchodzących za autorytety publikuje tylko artykuły powstałe w ramach współpracy bez żadnych oznaczeń.

Jak poznać artykuł powstały w ramach współpracy?

Najczęściej artykuły powstałe w ramach współpracy pełne są nieuzasadnionych pochwał i cukierkowych opisów. To zwykła reklama, mająca niewiele wspólnego z rzeczywistością.

Inny typ artykułów, to artykuły typu „10 hoteli, które polecam w Małopolsce” z wyretuszowanymi zdjęciami, w których blogerka tak naprawdę nigdy nie nocowała, tylko poleca je za pieniądze, wprowadzając w błąd czytelników (40 tysięcy fanów). Podobnie jak opisuje swoje podróże pociągami pewnego przewoźnika – piękny opis jak zamawia bilety itp, wyretuszowane zdjęcia z pustego wagonu, a później w zakładce „współpraca” nazwa tego przewoźnika.

Czy artykuły powstałe w ramach współpracy są wiarygodne?

Ogólnie takie artykuły to jedno wielkie oszustwo, aczkolwiek istnieje kilka blogów, które potrafią współpracować z organizacjami turystycznymi i innymi markami zachowując klasę oraz uczciwość wobec czytelników.

Czy wychwalanie miejsc i usług za pieniądze jest etyczne?

Tak. Istnieje przyzwolenie społeczne na takie praktyki, bo liczy się tylko pieniądz. Ja nic nie mam do stosownie oznaczonych artykułów o charakterze informacyjnym, ale denerwują mnie na przykład takie przypadki:

Liberec w artykułach sponsorowanych jest promowany jako jedno z najpiękniejszych miast Czech, a jednak z wpływowych blogerek twierdzi, że tydzień w nim to za mało. W rzeczywistości Liberec to niebrzydkie, ale bardzo przeciętne miasto na tle innych miast i miasteczek Republiki Czeskiej, a na zwiedzanie samego miasta wystarczy jeden dzień.

Inna blogerka twierdziła, że była kilka razy w Bratysławie i nie cierpi tego miasta, nie podoba jej się. Po wycieczce sponsorowanej uznała, że to jedno z najpiękniejszych miast świata i zakochała się w nim, tak samo zresztą, jak w innych miastach zwiedzanych za pieniądze sponsorów.

Wszyscy wspomnieni blogerzy świetnie sobie radzą na rynku od lat, są też uważani za autorytety, a czytelnicy zachwycają się ich artykułami.

Kto jeszcze współpracuje z blogerami?

Na przykład restauracje, w przypadku blogerów podróżniczych oferujące dania kuchni tematycznie nawiązującej do tematyki bloga.

Jeden z moich znajomych, kiedy był mało znanym blogerem, otrzymał propozycję współpracy z nowo otwartym lokalem gastronomicznym – za dobrze wypozycjonowany wpis i parę zdjęć miał dostać 500 złotych. Znani otrzymują nawet dziesięć razy więcej. Blogerzy często robią tak, że czytelnik ma wrażenie, jakoby bloger rzeczywiście płacił za jedzenie – pokazują w artykułach paragony, wyliczają ceny. W praktyce to płatna reklama, a właściciel i tak zwróci za jedzenie.

Współpracują także hotele – za nocleg lub dwa pochwalny wpis z recenzją i fotkami na Facebooku to norma u mniej znanych blogerów, natomiast ci bardziej znani słono sobie liczą.

Współpracują firmy farmaceutyczne – czytasz na znanym blogu „pogorszył mi się wzrok” i pseudomedyczny wywód, a potem firma, którą poleca bloger – to reklama. Blogerowi wcale nie pogorszył się wzrok, oni zmyślą cokolwiek, aby zareklamować sponsora.

Lokalne biura podróży fundują często blogerom podróż mającą zareklamować ich usługi dla turystów wykupujących wycieczki po jakimś rejonie – na przykład biuro podróży oferujące wycieczki po Czarnobylu.

Kto to jest influencer?

Influencer to po polsku „naganiacz”. Inaczej mówiąc, osoba mająca duży autorytet w mediach społecznościowych. Sponsorzy zakładają, że zdjęcie takiego człowieka w ich lokalu gastronomicznym, czy pijącego kawę konkretnej marki spowoduje lawinowy wzrost zamówień.

Ile miast i krajów zwiedzili blogerzy w ramach współpracy?

Znani blogerzy mnóstwo. Niektórzy blogerzy dzięki współpracy z organizacjami turystycznymi w ciągu roku zwiedzą nawet 15 krajów. Nie muszę mówić, ile artykułów i postów dzięki temu powstanie. I na tym zarobią. Jest jasne, że nie masz szans z nimi konkurować.

Kraje zwiedzone na zaproszenie przez wpływową blogerkę (6 tys. fanów) Czechy, Słowacja, Ukraina, Niemcy, Słowenia, Czarnogóra, Gruzja.

Kraje zwiedzone na zaproszenie przez znaną blogerkę (15 tys. fanów): Izrael, Słowacja, Niemcy, Włochy, Hiszpania, Słowenia, Norwegia, Gruzja. Z Niemiec i Włoch mnóstwo wpisów.

Kraje zwiedzone na zaproszenie przez znanego blogera (42 tys. fanów): Niemcy, Szwajcaria, Chorwacja, Czarnogóra, Irlandia, Włochy, Gruzja, Norwegia, Izrael.

Dodatkowo wszyscy zwiedzili wiele miast i regionów w Polsce. Warto więc inwestować w kupno fanów oraz promocję postów na Facebooku, bo można w łatwy sposób sztucznie zwiększyć „zasięg” – jedyne kryterium dla potencjalnych partnerów.

9. Dlaczego nie warto prowadzić bloga?

Jako odpowiedź na pytanie postanowiłem poświęcić cały dział. Jak pisałem, gdybym wiedział, jak to wszystko wygląda, nigdy nie założyłbym bloga.

Jeśli nie zaczniesz zarabiać na blogu, będziesz nierobem i nieudacznikiem

Tak, dla ludzi bloger i redaktor strony internetowej to synonimy słowa „nierób”. Jeśli nie zarabiasz, jesteś dodatkowo nieudacznikiem. Nieważne, ile pracy włożysz, jeśli nie zarabiasz, to jesteś nierobem. Czasami mam ochotę popełnić samobójstwo słysząc ciągłe uwagi. Liczą się tylko pieniądze.

Twoja twórczość będzie obiektem drwin

Oprócz wypominania nieróbstwa będziesz obiektem drwin, traktowany na równi z blogerami „królami selfie” i vlogerami „królami kijka. Jeśli chcesz uniknąć drwin, musisz zarabiać na blogu konkretną sumę.

Wszystko działa w jedną stronę

Starasz się podawać w przystępnej formie aktualne informacje, dbasz o wartość merytoryczną artykułów, starasz się, masz setki tysięcy wejść, zbierasz świetne recenzje. Myślisz, że ktoś to doceni? Pozbawię cię złudzeń – nikt. Choćbyś nie wiem, ile się produkował, tak naprawdę nic z tego nie będziesz miał. Nawet nikt nie poleci twojej strony, a odnośniki do twojego bloga będzie można policzyć na palcach jednej ręki.

Spójrz na moją stronę „Świat Podróży Kolejowych”. Przez ponad 6 lat zarejestrowałem ponad 3 miliony wejść. Ze strony regularnie korzystają niemal wszyscy blogerzy podróżniczy, dziennikarze zajmujący się podróżami, redaktorzy stron internetowych, osoby z branży kolejowej. Czy ktoś później polecił moją stronę? Czy ktoś zamieścił odnośnik na swoim blogu? Przez 6 lat pojawiło się może 5 odnośników na innych stronach, przez co strona wkrótce zniknie z wyszukiwarek.

Ludzie będą chcieli coraz bardziej szczegółowych i zawsze aktualnych informacji, a ty kompletnie nic z tego nie masz.

Brak sukcesu powoduje frustrację

Jedną z najtrudniejszych rzeczy dla blogera jest pogodzenie się z porażką życiową. Pół biedy, jeśli macie stałą pracę i źródło dochodu, dzięki czemu możecie podróżować i rozwijać blog. Jeśli nie, prędzej czy później załamiesz się psychicznie widząc innych zwiedzających cały świat, młodych, zdrowych, uśmiechniętych, piszących, jak piękne jest życie i jak wszystko łatwo przychodzi.

Wciąż czytasz, jak inni podróżują, zwiedzają miejsca, o których ty możesz tylko pomarzyć, całe grupy społeczne mają darmowe bilety  i wiesz, że NIGDY nie będzie cię stać nawet na zobaczenie ułamka miejsc z tego, co zobaczyli oni. Będziesz pisał, pisał, poprawiał informacje, aktualizował, aż stracisz wzrok, zniszczysz sobie kręgosłup, zwiotczeją ci mięśnie, a nadal nic nie będziesz miał.

Zadajesz sobie pytanie, co robię źle? Kiedy los się odmieni. A nie odmieni się nigdy.

Będziesz dostarczycielem wiedzy i pomysłów

Myślisz, że ktoś doceni twoje nowatorskie podejście i wiedzę? Tak, docenią inni blogerzy i media, które z tego skorzystają, oczywiście nie podając źródła. Blogerzy odpisują od siebie jak szaleni, więc nie ma w tym nic niezwykłego.

Jako przykład podam mój artykuł „Niedrogie noclegi w Polsce” ze strony „Świat Podróży Kolejowych”. Opracowałem listę niedrogich noclegów w Polsce, których nie było na stronach wielkich firm pośredniczących w rezerwacji noclegów na terenie kraju. Po około 3 miesiącach pojawiły się wszystkie proponowane przeze mnie obiekty. Po prostu pasjonaci tworzą za darmo, a wielkie firmy od nich odpisują i na tym zarabiają. Taki jest świat.

Będziesz słyszał, że pasja powinna być bezinteresowna

Będziesz wciąż słyszał, że powinieneś robić wszystko bezinteresownie, bo pasją można się zajmować tylko bezinteresownie. A praca – praca ma być taka, żebyś harował, robił coś, do czego nie masz predyspozycji i czego nienawidzisz. Chcesz wyłamać się z tego schematu – zostaniesz zaszczuty, a sukcesu i tak nie odniesiesz.

Będziesz miał dość maili z pytaniami

W sezonie bloger dostaje nawet kilkadziesiąt pytań dziennie z prośbą o informację. Często są to pytania bardzo szczegółowe. Nawet, jeśli odpowiesz, zaraz jesteś zasypywany gradem kolejnych pytań od tej samej osoby. Odpowiadanie na maile zajmuje mnóstwo czasu, a ty nic z tego nie masz. Komercyjni blogerzy mają pracowników od tego, ty nie.

Tworząc za darmo nie rozwiniesz się

Kiedy zaczynałem przygodę ze stroną internetową i blogami w 2012 roku, miałem sporą, jak na ówczesne czasy, wiedzę o podróżowaniu koleją po Polsce i Europie. Jednak cały swój czas włożyłem w tworzenie stron, które tworzyłem za darmo. Tworząc za darmo nie rozwinąłem się, a inni w tym czasie podróżowali korzystając z mojej strony. Dzięki temu, że podróżowali, zdobyli aktualną wiedzę, której ja nie mam. Ja wciąż stoję w miejscu, inni rozwijają się.

Ponadto nie mogę zakupić nowego sprzętu, nie mogę zakupić nowego szablonu, nie mogę zainwestować w podróże ani oprogramowanie. Kiedy przyjdzie choroba, nie będę miał pieniędzy na badania i lekarzy.

Nie rozwiniesz swojego warsztatu pisarskiego

Wszyscy jak jeden mąż twierdzą, że pisanie bloga rozwija oraz zaczynasz lepiej operować stylem i słownictwem. To prawda tylko wtedy, jeśli tworzysz dla przyjemności. Jeśli natomiast zaczniesz brać udział w wyścigu szczurów o unikalnych użytkowników, zaczniesz pisać jak automat. Poziom twoich wpisów spadnie, bo nie masz czasu na nic innego, a wciąż chcesz mieć jak najwięcej widzów. Bo przecież tylko to się liczy.

Bloger

Tak będziesz wyglądał po kilku latach prowadzenia bloga (fot. Geralt, CC-0, pixabay.com

%d bloggers like this: