Kolej na Podróż

Jak stworzyć dobry blog – 10 błędów popełnianych przez blogerów podróżniczych

Moja przygoda z blogowaniem i prowadzeniem strony internetowej trwa ponad siedem lat. Zachęcony popularnością poprzednich artykułów o tej tematyce, postanowiłem podzielić się z wami doświadczeniami, które pozwolą wam prowadzić dobry blog. Zaczynałem w styczniu 2012 roku, kiedy blogosfera dopiero raczkowała. Od tamtego czasu wiele się zmieniło – na lepsze i na gorsze.

Prowadzenie bloga to ciągła nauka i inwestycje. Poszukiwanie swojego stylu trwa latami – na swoim koncie mam sporo wpisów, za które się wstydzę, ale wyciągnąłem z nich wnioski i staram się pisać lepiej. Zmarnowałem też kilka szans na współpracę, co jednak po części wyszło mi na dobre.

Przeglądając blogi zauważycie, że te najbardziej wartościowe są tworzone głównie przez ludzi po trzydziestce, najczęściej z ustabilizowaną pozycją zawodową. Pomimo wysypu blogerów promowanych przez media i agencje marketingowe to blogi istniejące przez co najmniej 2-3 lata wyrobiły sobie renomę i przyciągnęły grono stałych czytelników, choć nie zawsze pociągnęło to za sobą sukces finansowy.

Uważam, że rynek blogów podróżniczych idzie w bardzo złym kierunku, a mnóstwo blogerów popełnia ogromne błędy, szczególnie bazując na radach influencerów zbijających fortunę na nieaktualnych już poradach dla początkujących, przekazywanych w ramach najróżniejszych kursów.

Pierwsza rada – nie ma uniwersalnej recepty na sukces (finansowy). Są czynniki, na które mamy wpływ, inne są niezależne od naszych starań i woli. Pomogę wam jednak zastanowić się nad dalszym rozwojem waszych projektów.

Ale przejdźmy do rzeczy; czas na błędy popełniane przez blogerów. Nie tylko podróżniczych.

Zobacz również:

Rok 2019 – zmierzch ery blogów podróżniczych
Blogi podrożnicze w pytaniach i odpowiedziach – tajemnice branży

1. Brak znajomości branży i idealizm

Zakładając blog spodziewacie się od razu setek czytelników dziennie, ogromnych pieniędzy, występów przed kamerami w programach telewizyjnych, wywiadów, sławy, a później tysięcy fanów i obserwatorów na portalach społecznościowych.  Nie ma tak łatwo – na sukces trzeba pracować latami. Nie wystarczy kilka wpisów z modnych miejsc, kilka fotek na Instagramie, nawet znajomości w mediach i agencjach marketingowych niewiele już pomagają, choć dawniej po trzech-czterech wpisach ktoś znany był już zapraszany do hoteli i miast,a przewoźnicy zasypywali go darmowymi biletami międzynarodowymi. Ale te czasy bezpowrotnie minęły.

Nowi blogerzy zabiegają o przyjaźń blogerów komercyjnych i myślą, że to wspaniali, uczciwi i bezinteresowni ludzie, dla których blogowanie to pasja, ich blogi powstały spontanicznie, a przypadek sprawił, że przekuli pasję w pracę.  Być może szybko przejrzycie na oczy, a wtedy zobaczycie, że tak naprawdę blogosferą rządzą układy, grupy interesów, sprzedajność, a wielu blogerów nigdy nie odniosłoby sukcesu, gdyby nie promocja w mediach. Zapamiętajcie sobie: – w blogosferze komercyjnej nie ma bezinteresownej przyjaźni, przyzwoitości, nie ma też skrupułów. To bezlitosny wyścig szczurów.

Jeśli chodzi o mnie, to na początku również byłem zafascynowany „Podróżnickimi”, „Paragonem z podróży”, „Wędrownymi Motylami”, „Rodziną bez Granic”, „Los Wiaheros”. Później, kiedy odkryłem mechanizmy rządzące blogosferą, nie mogłem się nadziwić, jaki byłem naiwny.

W branży podróżniczo-kolejowej także byłem idealistą. Myślałem o popularyzacji podróżowania koleją, mając nadzieję, że uda mi się dzięki temu nawiązać współpracę, ewentualnie znaleźć pracę i rozwijać projekt, a przy okazji zwiedzić trochę ciekawych miejsc. Rzeczywistość szybko sprowadziła mnie na ziemię.

ZAPAMIĘTAJ

– jeśli nawet będziesz miał miliony czytelników miesięcznie i tworzył najlepsze treści, nikt nie podlinkuje twojego bloga, nie będą rozchwytywały cię media, sponsorzy nie będą o ciebie zabiegali. Chyba, że jesteś kimś znanym. Wtedy po kilku lub kilkunastu postach zaczniesz być zapraszany i będziesz zarabiał na blogu.

– agencje marketingowe i inni blogerzy to duży procent czytelników blogów. Jeśli wymyślisz coś nowego, wkrótce na dziesiątkach innych blogów pojawi się to samo.

– duży procent nowych, promowanych blogerów, to wydmuszki, za którymi stoją całe sztaby z agencji reklamowych. Tacy blogerzy pojawiają się wszędzie – w mediach, artykułach gościnnych, rankingach „wschodzących gwiazd polskiej blogosfery”, często jeżdżą też wyłącznie na podróże sponsorowane, nawet po krajach typu Tajlandia, czy Sri Lanka. Nigdy nie zrobisz takiej kariery jak oni.

– nie zastanawiaj się nad sprawami typu „dlaczego pomiędzy tymi krajami nie ma połączeń kolejowych”, „dlaczego nie ma takiej i takiej oferty”, „dlaczego linie lotnicze nie latają do różnych miejsc”. Świata nie zmienisz.

– nie zabiegaj o przyjaźń blogerów komercyjnych. Może oznaczenie znanego blogera na Facebooku lub podlinkowanie go we wpisie dowartościowuje cię, ale z boku wygląda to żałośnie.

2. Bez pieniędzy ani rusz

Aby stworzyć dobry blog, potrzebne są pieniądze. Niestety, powtarzane od lat opowieści o podróżowaniu z kilkoma groszami przez całą Europę można sobie włożyć między bajki. Blog to mnóstwo czasu poświęconego na pisanie artykułów, obróbkę zdjęć, dostosowanie szablonu, nie mówiąc o samych podróżach, które nie są przyjemnością, bowiem muszą zwrócić się w postaci jak największej liczby wyświetleń, polubień i fanów.

Bloger musi się dokształcać – potrzebne są przewodniki. Konkurencja nie śpi – zdjęcia muszą być coraz lepsze, więc sprzęt również kosztuje, podobnie jak podróże.

Wiele osób naiwnie myśli, że zgodnie z hasłem od zera do milionera uda im się osiągnąć sukces. Nie – blog to kosztowna inwestycja. Na początek kilka tysięcy złotych na szablon, kolejne kilka tysięcy złotych na sprzęt, kilkaset złotych na przewodniki i mnóstwo pieniędzy na podróże. Nie mówiąc o akcesoriach turystycznych, odzieży, czy coraz bardziej rozpowszechnionych gadżetach typu dron. Bez tego ani rusz. Do tego tak częste kupowanie fanów, lajków i zasięgów na portalach społecznościowych. Wybacz szczerość, ale prawda jest taka, że jeśli ktoś ma do dyspozycji budżet 1000 zł, a ktoś drugi 100 000 złotych, to chyba wiadomo, kto stworzy lepszy blog.

Jednak nawet osoby wydające po kilkadziesiąt tysięcy złotych rocznie na podróże i inwestujące taką samą sumę w sprzęt i utrzymanie bloga nie zawsze odnoszą sukces. Dlaczego? Bo nie są znane.

Traktuj bloga jako dodatek do pracy, nie jako cel zarobku lub poprawy pozycji zawodowej. Jak pokazuje mój przykład, prowadzenie bloga nie przydaje się do niczego. Zniszczysz sobie jedynie zdrowie. Pracując możesz korzystać z programów afiliacyjnych, na przykład booking.com. Wiele na tym nie zarobisz, ale zawsze kilkadziesiąt lub kilkaset złotych miesięcznie przyda się. Nie pracując nie możesz zrobić nic – żadnych reklam, żadnych programów partnerskich, kompletnie nic. Musisz cały czas myśleć, jak osiągnąć oglądalność umożliwiającą opłacenie składek w wysokości 1500 zł miesięcznie.

MOJA RADA:

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że nie da się prowadzić popularnego bloga bez rezygnacji z pracy. Wbrew pozorom jest to możliwe. Wystarczy robić krótkie wycieczki tanimi liniami lotniczymi i pisać na najczęściej wyszukiwane tematy. Oczywiście musi to być praca w dużym mieście, blisko lotniska, z dobrymi połączeniami kolejowymi. Dzięki pracy będziemy mieli pieniądze na podróże, a artykuły możemy publikować raz na tydzień lub dwa.

Przykład: znaleźliśmy tanie bilety do Portugalii. Na dwa dni. Lecimy na weekend do Portugalii, zwiedzamy Porto i Lizbonę. Oczywiście tak, aby sfotografować najpopularniejsze atrakcje, ewentualnie odwiedzić najpopularniejsze muzea. Spójrz, ile artykułów może powstać z takiego krótkiego wyjazdu:

Porto na weekend
Lizbona na weekend
Porto – 10 rzeczy, które musisz zrobić w Porto
Lizbona – 10 rzeczy, które musisz zrobić w Lizbonie
10 powodów, żeby jechać do Porto
10 powodów, żeby jechać do Lizbony
10 powodów, żeby jechać do Portugalii
Jak zorganizować weekend w Portugalii
Portugalia na własną rękę – 10 najważniejszych informacji
Portugalia – 10 ciekawostek o Portugalii

Gdzie zjeść w Porto?
Gdzie zjeść w Lizbonie?
Co przywieźć z Portugalii?
Jedzenie w Portugalii – kuchnia portugalska
Ceny w Portugalii
Ceny w Lizbonie
Ceny w Porto
Transport w Portugalii – podróż pociągiem i autobusem
Punkty widokowe w Porto
Punkty widokowe w Lizbonie
Komunikacja miejska w Porto
Komunikacja miejska w Lizbonie
Jak dojechać na lotnisko w Lizbonie
Jak dojechać na lotnisko w Porto
Darmowe atrakcje w Porto
Darmowe atrakcje w Lizbonie
Najciekawsze muzea w Porto
Najciekawsze muzea w Lizbonie
10 rzeczy, za które pokochasz Portugalię
10 rzeczy, które zaskoczyły mnie w Portugalii
10 Instagramowych miejsc w Porto
10 Instagramowych miejsc w Lizbonie
10 najlepszych atrakcji dla dzieci w Porto
10 najlepszych atrakcji dla dzieci w Lizbonie

Jeden weekend i tyle artykułów. Są to artykuły na najczęściej wyszukiwane tematy. Jeśli przebiją się w wyszukiwarkach, będziesz miał codziennie tysiące wejść. W ciągu roku możesz zorganizować sobie weekend w Hiszpanii, Włoszech, Berlinie, Budapeszcie, Pradze, Wiedniu i wielu innych miastach, a następnie pisać według tego schematu. Ważne, aby mieć dobre połączenia lotnicze i żeby zdrowie dopisywało. Jak widać, niewielkim kosztem można stworzyć popularnego bloga – najpopularniejsze tematy generują mnóstwo wejść i wysoki współczynnik widoczności Google, istotny dla wartości reklamowej naszego bloga.

3. Brak wiodącej tematyki

Sposób opisany powyżej to jedna z dobrych recept na dobre statystyki oglądalności. Problem w tym, że blogów tworzonych według tego schematu jest mnóstwo. Wypadałoby więc wybrać jakąś tematykę, w której chcemy się specjalizować i publikować najwięcej artykułów jej poświęconych. Oczywiście nie da się odnieść sukcesu pisząc na przykład tylko o Łotwie, Czechach, czy  o kolei – trzeba również podejmować inne tematy z dużym potencjałem wyszukiwania, bowiem szybko wyczerpią się nam tematy na bloga, a w pewnym momencie osiągniemy pułap, od którego liczba czytelników przestanie rosnąć, a zacznie spadać.

O czym pisać? Trudno powiedzieć. Istnieje bardzo dużo blogów poświęconych podróżowaniu z dziećmi, podróżach po górach, podróżach na rowerze, podróżniczo-kulinarnych natomiast myślę, że nie został wykorzystany potencjał związany z blogami poświęconymi muzeom.

Osobna sprawa to blogi pisane przez kobiety dla kobiet. Nie rozumiem fenomenu tych blogów – są to blogi o wszystkim i o niczym, artykuły krótkie, pomijające wiele istotnych faktów, takie po prostu wynurzenia kobiet, często sponsorowane. Ale mają mnóstwo fanek (przy niskiej oglądalności bloga). Cóż, jako mężczyzna nie mogę tego pojąć.

MOJE RADY

– spróbuj znaleźć wiodącą tematykę. Czas blogów z artykułami z całego świata, okraszonych selfie z głupimi minami, już minął. Takich blogów są tysiące. Te same miejsca, te same pozy, te same zagadnienia. Owszem, możesz o tym pisać, ale potraktuj to jako tematykę uzupełniającą.

– nie poświęcaj się całkowicie niszowej tematyce. Możesz prowadzić dobry, ambitny blog, ale będziesz miał bardzo mało czytelników, a inni będą od ciebie odpisywać i wykorzystywać twoje pomysły. Nie znajdziesz też sponsorów.

– nie próbuj być specjalistą od wszystkiego. Wiadomo, statystyki są ważne, ale gdybym na swoim blogu zaczął pisać artykuły typu „Place zabaw w Katowicach”, „Co spakować w podróż pociągiem”, albo „Kluby nocne w Krakowie”, wyglądałoby to niepoważnie.

– pomysł na bloga jest bardzo ważny, ale nie ma sensu tworzenie wieloletnich planów rozwoju dzieła. Dlaczego? Blogosfera ciągle ewoluuje, zmieniają się algorytmy Google. To, co zapewnia ci sławę i rozwój w tym roku, w następnym może nie mieć żadnego znaczenia.

PRZYKŁADY

Osmol.pl – blog Pawła Osmólskiego. Ciekawy blog pisany według starej koncepcji, czyli zwiedzamy cały świat i opisujemy wszystkie miejsca. Dawniej jeden z najlepszych blogów podróżniczych; autor był gwiazdą blogosfery, obecnie ma bardzo mało czytelników w porównaniu do innych blogerów reprezentujących tę część blogosfery. Autor dużo stracił w oczach czytelników przez współpracę z kilkoma organizacjami turystycznymi. O tym zagadnieniu napiszę później, ale przede wszystkim pogrążył go brak wiodącej tematyki i pomimo dużych inwestycji gwiazda bardzo przygasła.

Pokochajczechy.pl – bardzo dobry blog o Czechach. Dla mnie, jako filologa czeskiego, lektura obowiązkowa. Sam do Czech nie podróżuję, ale coś tam we krwi pozostało ze studiów i od lat śledzę ten blog.  Sporo przydatnych informacji podanych w przystępny sposób, ciekawe miejsce, informacje praktyczne. Niestety, w tym roku pojawiło się bardzo mało wpisów, a autor zaczął pisać tylko na najpopularniejsze tematy. I trudno mu się dziwić. Na takie blogi, w dzisiejszym skomercjalizowanym do granic możliwości świecie, nie ma miejsca. Blog pewnie za jakiś czas całkiem upadnie, choć wolałbym, żeby tak się nie stało. Gdyby autor zaczął pisać głupie wyliczanki z całego świata, pewnie zobaczyłby rosnące statystyki.

4. Brak dbałości o język i styl

Błędem popełnianym przez wielu blogerów jest brak dbałości o język i styl pisania. Mnie również zdarzają się błędy językowe, ale wynika to raczej z faktu, że przez długi czas uczyłem się sześciu języków słowiańskich, dwóch bałtyckich, do tego języka angielskiego i mylą mi się reguły ortograficzne oraz składnia.

Natomiast blogerzy często nie dbają o język z trzech powodów – chęci zaimponowania młodemu pokoleniu przez stosowanie anglicyzmów i slangu młodzieżowego, braku wiedzy o podstawowych zagadnieniach poprawnej polszczyzny oraz tworzenia artykułów pod wyszukiwarkę – to najczęściej popełniany błąd. Oczywiście, nie ma w tym nic złego, jeżeli zachowamy umiar. Jeśli przesadzimy, artykuł zniechęci czytelników.

PRZYKŁADY

Poboczem drogi – bardzo ciekawy i dobrze pisany blog z wieloma przydatnymi informacjami. Blog niekomercyjny, więc jak widać, w 2019 roku nie pojawił się żaden wpis. Według mnie jeden z najlepszych blogów podróżniczych w polskiej blogosferze. Pokazuje, że wysoka jakość nie gwarantuje sukcesu.

Ukraina Marcina – blog o Ukrainie pisany przez niejakiego Marcina (nie będę podawał odnośnika do czegoś takiego. Łatwo znajdziecie w wyszukiwarce). Typowy blog stworzony do szybkiego zarobku. Artykuły pisane pod potencjał wyszukiwania, fatalny styl i składnia, wszystko pod wyszukiwarkę, przez co artykułów nie da się czytać. Bardzo mało autorskich zdjęć i spostrzeżeń, byle tylko w krótkim czasie zdobyć jak najwięcej czytelników i jak najwięcej zarobić. Artykułów o kobietach i mężczyznach z Ukrainy nie będę komentował – dno.

Blog Ukraina Marcina będzie wprawdzie wysoko w wyszukiwarkach, przez jakiś czas będzie miał dużo czytelników, jednak czytelnicy nie będą powracać, bo przekonają się, że mają do czynienia ze słabiutkim blogiem. Znając dzisiejsze realia, może też być inaczej: Ukraina Marcina odniesie sukces, bo ludzi tak naprawdę nie obchodzi, czy czytają autorskie i rzetelne teksty, czy po prostu różne kompilacje pisane przez kogoś pozującego na eksperta od Ukrainy.

5. Potrzeba akceptacji i przejmowanie się krytyką

Prowadząc blog pewnie oczekujecie akceptacji, dobrych recenzji i dziwicie się, że niektórzy krytykują wasze artykuły pomimo tego, że w ich przygotowanie włożyliście mnóstwo czasu i serca. Inni krytykują wasz sposób podróżowania, jeszcze inni fakt, iż ominęliście jakieś atrakcje, albo nie znacie szczegółowo historii odwiedzanego miasta.

Zakładając blog podróżniczy musicie liczyć się z krytyką. Nie każdy będzie też podzielał wasze zdanie na temat odwiedzanych miejsc, jakości usług hotelowych, stylu podróżowania czy usług przewoźników To normalne zjawiska – każdy jest inny i każdy lubi co innego.

90% blogerów w swoich wpisach pomija negatywne zjawiska, prezentując cukierkową wizję świata widzianego przez różowe okulary. Ponadto ślepo naśladują gwiazdy blogosfery, licząc na zainteresowanie ze strony sponsorów i pozyskanie dużej liczby fanów. Po części słusznie, bo ludzie chcą czytać o pięknym świecie bez wad, a bloger powinien zawsze być zadowolony i chwalić zwiedzone miejsca.

Wiele osób krytykuje mój sposób podróżowania uważając, że to właśnie ich sposób jest najlepszy. Wielu krytykuje, że nie zdążyłem zwiedzić wszystkich zabytków, muzeów, nie opisałem wszystkich miejsc, nie poznałem szczegółowo historii zwiedzanych miast. Niestety, dzień ma 24 godziny i nie jestem w stanie tego zrobić. Tym bardziej, że wyścig szczurów wymusza na mnie pisanie jak największej liczby artykułów w nadziei na osiągnięcie oglądalności umożliwiającej utrzymanie i rozwój bloga.

Moje artykuły o kilku śląskich miastach spotkały się z bardzo ostrą krytyką ze strony miłośników sztuk walki (krytykowałem poczucie zagrożenia), natomiast pojedyncze osoby wypominały mi, że skrytykowałem stację kolejową w Cieplicach Śląskich i pokazałem na zdjęciu w tamtejszym pięknym Parku Zdrojowym pozostałości po libacji alkoholowej – pomimo pozytywnej opinii o uzdrowisku (cyt. koszmarny artykuł).  Nie przejmuję się tym, bo nie ma człowieka, który byłby ideałem i dogodziłby wszystkim. Poza tym w internecie ujawnia się sporo świrów, o czym przekonacie się czytając komentarze przy wiadomościach.

Na krytykę narazisz się krytykując cokolwiek w Gruzji, Chorwacji, czy Czechach. Tak już jest.

Inni często mnie krytykują, jak mogę narzekać na koszty podróży, wysokie ceny biletów na niektóre atrakcje, czy drogie bilety wstępu do muzeów. Tylko później okazuje się, że to emeryt górniczy mający emeryturę 5000 złotych i do tego dodatkowe świadczenia. Taki ktoś zupełnie inaczej patrzy na podróżowanie.

MOJE RADY

– bądź sobą. Nie próbuj się na siłę wszystkim przypodobać. Stracisz swoją tożsamość i autentyczność.

– szanuj czytelników, ale szanuj też siebie. Nikt nie jest ideałem.

– nie przejmuj się brakami w przewodnikach po miastach. Zawsze możesz je zaktualizować lub napisać nowy, uzupełniony przewodnik o danym mieście.

– to, że tobie spodobało się jakieś miasto, nie musi oznaczać, że innym też się będzie podobało. Na przykład Zgierz – według mnie ciekawe i warte odwiedzenia miasto, według innych miasto bardzo brzydkie. Ale taki już charakter Zgierza – jednym się spodoba, innym nie.

– korzystaj z konstruktywnej krytyki, nie przejmuj się hejtem. Ludzi i świata nie zmienisz.

– w długofalowej perspektywie kontrowersyjne opinie mogą ci przysporzyć sporo zwolenników. Nie możesz jednak przesadzać z krytyką, pisać wulgarnie, nie wypada też atakować kogoś w sposób chamski, bez konkretnych argumentów.

– nie próbuj być doskonały i spełniać oczekiwań ludzi. Przecież tworzysz za darmo i nic z tego nie masz, a ludzie mają ogromne wymagania wobec blogerów.

– jeśli trzeba kogoś banować w komentarzach na blogu lub profilu na Facebooku, zrób to. Przez długi czas byłem przeciwnikiem banowania i kasowania komentarzy, jednak po zbanowaniu paru osób atmosfera na fanpage’u się oczyściła. Nie warto walczyć o każdego czytelnika, szczególnie fanatyka.

6. Zbyt wysokie ambicje

Zakładając blog nie stawiaj sobie wysoko zbyt wysoko poprzeczki. Osiągnięcie oglądalności i rozpoznawalności takiej, jaką mają najbardziej znane blogi w kraju lub na świecie, to praca na lata, ogromna inwestycja pieniężna i czasowa. Nie będziesz miał od razu tysięcy fanów i tysięcy wejść na stronę dziennie.

Pewnie chcesz tworzyć kompletne, najlepsze przewodniki ze szczegółowo opisanymi zabytkami oraz pięknymi fotografiami ilustrującymi wszystkie opisy. Odpuść – stracisz mnóstwo czasu, a później twoje pomysły wykorzystają dziesiątki innych blogerów.

Jesteś pasjonatem, lubisz małe miejscowości, zamierzasz odciąć się od chłamu, blichtru i lansu zalewającego blogosferę – również strata czasu. Ludzie chcą czytać o najpopularniejszych miejscach i zagadnieniach. Pisząc o małych miejscowościach tracisz szansę na sukces. Tych artykułów prawie nikt nie czyta. Mamy wyedukowane społeczeństwo, ludzi od dzieciństwa uczących się po kilka języków obcych, posiadających kilka dyplomów studiów wyższych. Ale co z tego, skoro nastąpiła amerykanizacja społeczeństwa i ludzie ślepo podążają za promowanymi głupotami.

Pisanie o najpopularniejszych miejscach podnosi ponadto ekwiwalent reklamowy bloga, współczynnik widoczności Google, a pisząc o najpopularniejszych tematach typu ceny, punkty widokowe, jedzenie, transport, zakupy po 50 artykułach osiągniesz wyższą oglądalność niż po napisaniu 1000 artykułów na mało popularne tematy.

Chcesz podawać zawsze aktualne rozkłady jazdy, godziny otwarcia muzeów i ceny – nie nadążysz, o czym sam się przekonałem. Z punktu widzenia czytelnika opracowanie tego typu artykułów wygląda na bułkę z masłem, w rzeczywistości łatwo opracować np. artykuł „Kolej w Austrii”, ale aktualizować rozkłady jazdy i ceny już nie. Nie mówiąc o zamknięciach linii, zmianach w siatce połączeń i wielu innych rzeczach. Podobnie jak artykuły typu „Ile kosztuje weekend w Poznaniu – zestawienie cen”.

Pewnie z początku chcesz odpowiadać na wszystkie pytania czytelników, doradzać im, planować podróż. Tylko kiedy twój blog zacznie być popularny, takich pytań będziesz dostawał w sezonie kilkadziesiąt dziennie. Odpowiedź na pierwsze, proste pytanie, pociągnie za sobą lawinę następnych pytań, często bardzo trudnych i dziwnych. Ten problem mają wszyscy popularni blogerzy.

MOJE RADY

– nie porównuj się do innych, tylko rób swoje. Nie musisz być we wszystkim najlepszy, twoje artykuły nie muszą być na pierwszym miejscu w wyszukiwarkach. Jeśli będziesz próbował zrealizować nieosiągalne cele, wykończysz się fizycznie i psychicznie.

– pogódź się z ograniczeniami. Cierpisz na chorobę uniemożliwiającą ci tak intensywne zwiedzanie jak zdrowym ludziom? Nie szkodzi. Oni tego nie zrozumieją, a ty pogódź się z tym i nie próbuj być taki, jak oni.

– nie próbuj być doskonałym altruistą. Tworzysz za darmo, twojej pracy nikt doceni. Bez względu na to, ile będziesz miał wejść i wpisów, odnośniki do twojego bloga będzie można policzyć na palcach jednej ręki. Co najwyżej inni blogerzy wykorzystają twoją wiedzę i pomysły.

7. Udział w kursach dla blogerów-influencerów

W internecie roi się od kursów dla początkujących blogerów typu „Jak zostać influencerem”, „Zawodowy Podróżnik”. Najczęściej prowadzone są przez blogerów, którzy odnieśli sukces lub przez różnych „ekspertów od mediów społecznościowych”. Jak widać na przykład po kursie „Zawodowy Podróżnik”, chętnych na tego typu kursy jest mnóstwo, a ich organizatorzy zarabiają ogromne pieniądze. Moim zdaniem udział w takich kursach to strata czasu i pieniędzy, bowiem ta teoria z zakresu marketingu zabija w blogerach jakąkolwiek przyjemność z blogowania, ale również nie gwarantuje sukcesu.

O czym na przykład usłyszymy na różnych kursach dla blogerów:

– polecajcie się wzajemnie  z innymi blogerami.
– publikuj jak najczęściej na fanpage’u.
– spamuj po grupach dyskusyjnych, komentuj wszędzie, gdzie to możliwe.
– wszystko jest na sprzedaż.

Wiele z przekazywanych rad gwarantowało sukces 3-4 lata temu, ale blogosfera błyskawicznie ewoluuje i obecnie spamowanie oraz polecanie się niewiele dają, a czasami zniechęcają do obserwowania blogera.

MOJA RADA

– chcesz stworzyć dobry blog – bądź sobą. Pisz od siebie, wyrażaj własne opinie, dbaj o własny wizerunek. Nie musisz być kolejnym klonem – brodatym, umięśnionym człowiekiem sukcesu lub królem selfie. Nie musisz naśladować tych samych ujęć zabytków na zdjęciach, nie musisz przemierzać tych samych tras, nie musisz robić tych samych głupich min na fotkach.

– jako doświadczony bloger od razu widzę, kto publikuje według rad z kursu „Zawodowy Podróżnik”. Wierzcie mi, to widać na pierwszy rzut oka i naprawdę nie przynosi chwały blogerowi, który być może ma jakiś potencjał, ale zatracił się w dążeniu do nieosiągalnego celu, czyli zarabianiu na blogu.

8. Brak wiary we własne umiejętności

Patrząc na przerośnięte ego wielu blogerów, raczej rzadko występujące zjawisko, wiąże się również z wymienioną wcześniej potrzebą akceptacji.

Swoją przygodę ze stroną internetową i blogowaniem rozpoczynałem w styczniu 2012 roku. Wtedy działało kilkanaście blogów i kilka portali turystycznych. Nie wykorzystałem kilku szans, na przykład nie spamowałem po tworzonych wtedy grupach tematycznych, nie reklamowałem swoich wpisów, gdzie tylko się da (według dzisiejszych kryteriów były to słabe wpisy, ale wtedy wobec blogerów nie stawiano tak wygórowanych wymagań), nie wykupiłem płatnej reklamy na Facebooku, a wtedy pozyskanie nowych fanów kosztowało grosze. Z odnośnika wklejonego na grupach dyskusyjnych mógłbym zyskać wtedy nawet stu fanów dziennie. Gdybym wykorzystał tamte czasy, mógłbym mieć dziś kilkanaście tysięcy fanów, co oczywiście nie gwarantowałoby mi sukcesu. Nie robiłem tego, bo nie wierzyłem, że komuś moje wpisy spodobają się. Bałem się fali krytyki.

Z czego to wynika? To wynik dorastania w toksycznym otoczeniu, gdzie wciąż słyszymy, kim człowiek powinien być, wszystko robimy źle, wciąż słyszymy krytykę pod swoim adresem, a otaczający nas ludzie robią wszystko, aby stłamsić w nas jakąkolwiek pasję.

Niestety, później przekłada się to na problemy w życiu osobistym i zawodowym i problemy z realizacją pomysłów, dyspozycyjnością i zbyt wysokimi wymaganiami wobec siebie. To cechy charakterystyczne dla wielu osób wychowywanych w mentalności z poprzedniej epoki.

9. Nieprzemyślane współprace i podlizywanie się sponsorom

Na 90% blogów, nawet tych mających niewiele czytelników i mało fanów, pojawia się zakładka „Współpraca”. Ludziom wydaje się, że po kilku artykułach zaczną zgłaszać się sponsorzy, a blog przyniesie ogromne pieniądze. Otóż muszę was ostrzec: partnerzy chętni do współpracy będą się zgłaszać, ale albo po to, żeby mieć reklamę za darmo lub za grosze, albo będą traktować cię jak frajera, który będzie ich polecał, a oni dzięki temu wygryzą go z wyszukiwarek.

W 2012 i 2013 roku niedoświadczonym blogerom wydawało się, że jeśli ktoś poprosi o reklamę na stronie głównej za niewielkie pieniądze, test produktu lub o polecenie artykułu, to należy się cieszyć, bo ktoś nas zauważa.

Dopiero później zaczęły się poważne propozycje – wycieczki prasowe, zaproszenia od organizacji turystycznych za pieniądze, kryptoreklamy na blogu i tym podobne.

Przyznam szczerze, że swego czasu miałem propozycje współpracy – wyjazdu na wycieczkę prasową na Słowację, wyjazdu sponsorowanego do Berlina i kilka innych. Z powodów zdrowotnych nie mogłem z nich skorzystać, później nie było już szans na coś takiego. Ale z drugiej strony wyszło mi to na dobre – zachowałem wiarygodność, nie stałem się tablicą ogłoszeń, a kiedy przeglądałem zdjęcia z tych wyjazdów na innych blogach, wiedziałem, że to nie dla mnie. Udawane przedstawienia, prowadzenie za rączkę, traktowanie blogera jak kukiełki. To nie dla mnie. Byłbym otwarty na jakieś kreatywne i uczciwe współprace, ale w skomercjalizowanej blogosferze nie ma czegoś takiego. Liczą się tylko zasięgi i krótkotrwały sukces, marketingowcy nie myślą w długofalowej perspektywie – dotyczy to nie tylko organizacji turystycznych, ale również np. hoteli, lokali gastronomicznych, muzeów.

PRZYKŁADY:

Wraz ze mną propozycje współpracy z Deutsche Bahn (jesień 2014) otrzymały następujące osoby: Kamila Napora z bloga „Kami and the Rest of the World”, Ewa Jermakowicz z „Rusz w Podróż”, Agnieszka Ptaszyńska z „Zależna w Podróży” i chyba jeszcze jedni, ale nie jestem pewien, więc nie będę pisał. Co się z nimi stało?

Kamila – współzałożycielka grupy interesów „Polish Travel Blogs”, dawniej niekwestionowany autorytet trzęsący polską blogosferą podróżniczą. Dzięki dobrze płatnej pracy może dużo podróżować, znana jest też w międzynarodowych kręgach blogerskich. Organizuje zloty blogerów w Cieszynie.

Ewa – co jakiś czas pojawia się w komentarzach na fanpage’ach znajomych komercyjnych blogerów, poza tym nikt już o niej nie pamięta.

Agnieszka – zrobiła ogromną karierę, zarobiła ogromne pieniądze, zwiedziła kawał świata. Miało to jednak swoją cenę – z bardzo dobrego bloga zrobiło się szambo z obrzydliwą reklamą i wychwalaniem sponsorów pod niebiosa w artykułach nieoznaczonych, że powstały w ramach współpracy. Pomimo podlizywania się się sponsorom, po przenosinach bloga z zamkniętej platformy blog.onet.pl sponsorzy się odwrócili, a blog słabiutko przędzie.

Jaki z tego morał? Kariera blogera jest krótka, dla sponsorów nie ma czegoś takiego jak lojalność i przywiązanie do blogera – masz tylko mieć jak największe zasięgi, jak najwięcej lajków, a choćbyś nie wiem, jak się starał i robił z siebie odrażającego lizusa, dostaniesz później kopa w dupę. Zarobisz pieniądze, ale stracisz wizerunek i markę, na którą pracowałeś latami. Patrząc na dotychczasowe propozycje współpracy wątpię, czy można tego uniknąć.

Z drugiej strony wszystkie wymienione blogerki zwiedziły sporo miejsc na sponsorowanym bilecie Interrail, później odwiedziły dużo państw, zarobiły konkretne pieniądze, co umożliwiło im lepsze życie, przynajmniej w jakimś okresie. Są także szanowane przez społeczeństwo za zaradność. Ja nie mam nic. Wybór należy do ciebie

Inny przykład nieudanej współpracy to wspomniany wcześniej Osmol. Wychwalanie przeciętnego Liberca i Świdnicy na pewno nie wyszło mu na dobre.

Niestety, wysokie składki na ZUS dla przedsiębiorców oraz krótkowzroczne myślenie powodują, że blogerzy przyjmują wszystkie propozycje współpracy, nie myśląc o konsekwencjach w przyszłości. Kryptoreklamy, odnośniki do stron firm pożyczkowych, recenzje obiektów i lokali gastronomicznych za ogromne pieniądze powodują utratę wiarygodności blogera, aczkolwiek kult pieniądza dla wielu osób jest na tyle silny, że podziwiają go za umiejętność zarabiania na blogu.

Swoją drogą patrząc na reklamy szkół językowych lub niektórych firm odzieżowych na blogach, odnoszę wrażenie, iż czytam reklamę dla przedszkolaków. Nie potrafiłbym publikować czegoś takiego u siebie.

Wina nie leży więc tylko po stronie blogerów, ale również po stronie chciwych sponsorów nastawionych na ogromny i natychmiastowy zysk. Na rzetelne, uczciwe i kreatywne partnerstwo nie ma miejsca.

Na koniec przypomniała mi się historia, kiedy znane wydawnictwo zaprosiło blogerów do napisania przewodników po krajach, w których się specjalizują. Przewodniki zbierały fatalne opinie, ale wydawnictwo myślało, że bloger zwiększy sprzedaż, do tego napisze przewodnik za dużo niższe honorarium niż specjalista w danej dziedzinie. A wyszła klapa. Na przykład za autorką polecającą wejście na teren albańskiej twierdzy przez dziurę w płocie, aby nie płacić za wejście, fatalna opinia ciągnie się do dziś. Wielu „najmądrzejszych i świętych” podróżników wypomina jej ten fragment zapominając, że wtedy panowała moda na „grosikową turystykę” i podobne porady były mile widziane. Ale moda i podejście do podróży zmieniają się.

10. Gwiazdorzenie

Gwiazdorzenie to błąd popełniany w dwóch płaszczyznach:

– blogerowi po kilku zaproszeniach na podróże sponsorowane woda sodowa uderza do głowy i nie pojedzie nigdzie bez zaproszenia. Jeździ tylko na podróże sponsorowane, obowiązkowo z noclegami w wielogwiazdkowym hotelu. Bloger nie inwestuje w blog, nie inwestuje w sprzęt i podróże, tylko czeka na zaproszenie. Pogrążyło to kilku blogerów, na przykład wspomnianą już wcześniej „Zależną w Podróży”.

– bloger spojrzy na statystyki – kilkaset wejść dziennie, tysiąc fanów i zaczyna mu odbijać – lans, głupie selfie, przechwałki, poczucie bycia celebrytą. Częsty błąd mniej znanych blogerów.  Sprowadzę was na ziemię – tak naprawdę w blogosferze nie znaczycie nic. Takich jak wy są tysiące. Nikt nie będzie na przed wami rozkładał czerwonych dywanów. Nawet, gdybyście mieli 10 tysięcy wejść dziennie i 20 tysięcy fanów, tak naprawdę nic nie znaczycie. To tylko złudzenie.

– blogerzy stworzyli sobie swój własny świat, w którym wszystko wygląda inaczej. Świat selfie, blichtru, fałszywych przyjaźni i hipokryzji. Świat, w którym zakochani są również marketingowcy. Wielu blogerów za szczyt ambicji stawia sobie udział w jakichś zjazdach blogerów typu See Blogers, festiwalach podróżniczych, zrobienie sobie zdjęcia z jakąś gwiazdą blogosfery. To naprawdę nie świadczy o waszej wartości.

Zamiast gwiazdorzyć i robić z siebie pajaca, lepiej wziąć się w garść i tworzyć nowe, coraz lepsze treści.

Podsumowanie

W artykule wymieniłem najważniejsze błędy popełniane przez blogerów. Tak naprawdę błędów jest więcej, ale nie ma ludzi doskonałych. Ta branża, szczególnie na szczeblu komercyjnych gwiazd, to bagno. W dzisiejszym świecie nie ma miejsca dla ludzi z pasją.

To od was zależy, czy będziecie ślepo naśladować patologie polskiej blogosfery podróżniczej w pogoni za pieniędzmi i sławą, czego i tak nie osiągnięcie bez znajomości, czy też będziecie prowadzić blog dla frajdy.

%d bloggers like this: