Kolej na Podróż

O blogu

Ostatnia aktualizacja: 15.02.2019

Tyle jesteś wart, ile lajków możesz wygenerować” – Dariusz Sieczkowski

Historia

Blog „Kolej Na Podróż” powstał jako uzupełnienie portalu „Świat Podróży Kolejowych”, istniejącego od stycznia 2012 roku. Blog istnieje od 2014 roku. Podobnie jak moja strona o podróżowaniu koleją, stanowi od lat inspirację dla wielu podróżników, blogerów oraz serwisów o kolei i transporcie.

Stronę internetową i blog założyłem, bo chciałem połączyć pracę z pasją – nawiązać ciekawą współpracę, znaleźć zatrudnienie, poprawić swoją pozycję na rynku pracy i wyrobić sobie markę. Wciąż słyszę słowa krytyki, bowiem według jednych jestem najgorszym leniem, ponieważ nie zarabiam na blogu, inni z kolei krytykują mnie za chęć zarobku, ponieważ prowadzenie bloga lub strony internetowej powinno być tylko bezinteresowną pasją, a pracę należy mieć inną. Jak tu nie zwariować?

W praktyce prowadzenie bloga ani podobnych stron nie przydało mi się do niczego, jak również pokazało, że taka praca to strata czasu, bo nie liczy się nawet jako doświadczenie zawodowe. Jestem tylko dostarczycielem wiedzy i pomysłów, które realizują inni.

Kiedy startowałem, wszystko jednak wyglądało inaczej – blogi były autentyczne, zupełnie inaczej pisane, a rynek pracy dla takich jak ja wyglądał następująco: bezpłatny staż na 3 miesiące, harówka za grosze lub próbować coś samodzielnie. Obecnie prowadzenie bloga z prawdziwego zdarzenia pochłania mnóstwo czasu i pieniędzy, a 99% blogów pisanych jest na jedno kopyto pod „potencjał wyszukiwania”. Gdybym wiedział, jak rozwinie się branża oraz rynek pracy, w życiu nie zakładałbym bloga ani strony internetowej.

W listopadzie 2018 roku rozpocząłem przenosiny zawartości strony „Świat Podróży Kolejowych” na blog, do osobnego działu „Koleje Świata”. Cóż, przez prawie siedem lat technologia poszła do przodu, a Joomla okazała się niedostosowana do obsługi ruchu z urządzeń mobilnych.

Przez lata prowadzenia bloga zniszczyłem sobie tylko zdrowie. Nie mówię, jak się czuję, widząc młodych, pięknych, zdrowych, uśmiechniętych zwiedzających cały świat, dobrze zarabiających i piszących, jakie życie jest piękne i proste.

Blog tworzę zupełnie sam. Nie korzystam ze wsparcia technicznego, agencji SEO, nie mam układów, nie udzielam się w towarzystwach wzajemnej adoracji.  Nie jestem programistą ani grafikiem, więc wygląd oraz niektóre rozwiązania techniczne nie są idealne.

 

Treści

Na blogu piszę przeważnie o podróżowaniu koleją i opisuję miasta, do których można dojechać pociągiem. Ponadto publikuję aktualności dotyczące nowych połączeń oraz informacje o promocjach i ciekawych ofertach pozwalających tanio podróżować.

Poprawności danych nie jestem w stanie zagwarantować, podobnie jak nie jestem w stanie zagwarantować aktualności informacji we wszystkich artykułach (rozkłady i połączenia bardzo często się zmieniają, nie da rady za tym nadążyć).

Jeśli chodzi o zdjęcia, to w miarę możliwości ilustruję artykuły swoimi zdjęciami. Dodatkowo korzystam ze zdjęć udostępnionych na licencji Creative Commons lub zdjęć udostępnionych przez przewoźników albo biura prasowe rządów. Każdorazowo podpisuję autora i źródło takiego zdjęcia.

Dawniej chciałem opisywać mniej znane miejsca, nie tworzyć wpisów typu „top 10”, „ceny”, „na weekend”, „na jeden dzień”, ale jak się okazało, nie ma zapotrzebowania na ambitne treści. Ludzie najchętniej czytają najsłabsze artykuły, a wyszukiwarki promują je. Jeśli blog ma przetrwać, trzeba pisać tylko o popularnych miejscach. Takie życie.

Sukcesy

Mój blog pojawia się regularnie na wysokich pozycjach w corocznym rankingu blogów podróżniczych opracowywanym przez blog Crolove w kategorii „Widoczność w Google”:

2016 – 38 miejsce (6 miejsce wśród blogów niekomercyjnych)
2017 – 23 miejsce (3 miejsce wśród blogów niekomercyjnych)
2018 – 11 miejsce (1 miejsce wśród blogów niekomercyjnych)

Biorąc pod uwagę bardzo niski budżet, zakaz opuszczania terytorium RP oraz konkurencję ze strony koncernów, wynik jest bardzo dobry. Wiadomo, że nie ma szans w konkurencji z blogami, które rocznie publikują kilkadziesiąt, a nawet kilkaset artykułów sponsorowanych przez organizacje turystyczne – oni dostają gotowca, zrobią sobie kilka zdjęć, przenocują w luksusowym hotelu i jeszcze dostaną mnóstwo pieniędzy. Dlaczego? Bo mają dużo fanów i są znani.

Sukcesem jest też duża liczba czytelników, znacznie wyższa niż na wielu blogach promowanych w mediach i zarabiających mnóstwo pieniędzy. Ale przydałoby się poprawić wysoki współczynnik odrzuceń i czas spędzany na stronie przez czytelnika, co jest trudne, ponieważ internauci szukają na stronie konkretnych informacji i kiedy je znajdują lub nie, opuszczają stronę.

Jak pokazuje mój przykład – wysoka oglądalność oraz dobre recenzje nie mają żadnego znaczenia, liczy się tylko liczba fanów w portalach społecznościowych oraz obecność w mediach. Czyli musisz być znany. Nawet, jeśli będziesz prowadził najgorszy blog, twoja popularność zagwarantuje ci sukces.

Statystyki Google za 2018 rok

Moje podróże

Moje podróże są bardzo skromne. Z powodu przewlekłej choroby układu pokarmowego podróżuję tylko pociągami, a zwiedzanie ograniczam do centrów miast. Rzecz jasna, wszystko podnosi koszty, dlatego podróżuję bardzo rzadko. Odpada też nocleg w najtańszych obiektach, czy zwiedzanie z przewodnikiem.  Czasami wolę przenocować na dworcu, choć to już nie te czasy, co kiedyś i później trzeba tę noc odespać.

Plany

Dawniej pragnąłem stworzyć informator o pociągach, dworcach, małych miasteczkach z całej Europy oraz pisać recenzje usług przewoźników. Zabrakło pieniędzy i zabrakło zdrowia.  Mogę tylko zazdrościć studentom oraz osobom mogącym pogodzić pracę z pasją i mającym pieniądze na rozwijanie projektów, których nie mogłem rozwijać ja.

Moje pomysły wykorzystują lub realizują koncerny pośredniczące w sprzedaży biletów i zarabiają na tym duże pieniądze, podobnie jak blogerzy komercyjni. Ja nie mam i nigdy nie będę miał z tego nic. Takie jest przeznaczenie.

Mit wielkiego blogera a rzeczywistość

Niestety, wraz z przenosinami strony „Świat Podróży Kolejowych” stałem się blogerem. Dla mnie to porażka, bo nie chcę być kojarzony ze sprzedajnymi blogerami wychwalającymi wszystko za pieniądze. Zakładając stronę internetową i bloga nie spodziewałem się, jakie to bagno.

Przy tworzeniu bloga postawiłem na rzetelność, więc nie znajdziesz tutaj TAKICH kryptoreklam, ociekających wazeliną recenzji, którymi wszyscy się zachwycają, ani tzw. „ustawek” – np. znany muzyk udaje, że szuka interesującej oferty podróży koleją dla zespołu, nagle pani w kasie doradza mu, aby wykupił kartę znanego przewoźnika, następnego dnia zachwycony kupuje kartę, a wszystko relacjonuje kilka razy dziennie na swoich profilach na portalach społecznościowych.

Ten cały rynek to jedno, wielkie oszustwo, ale czas blogów szybko się kończy, bo giganci zajmują ich miejsce. O patologiach tego rynku pisałem między innymi w popularnych artykułach Jak komercja niszczy blogi podróżnicze, Jak nie prowadzić bloga podróżniczego i Blogi podróżnicze w pytaniach i odpowiedziach. Polecam też artykuł 10 porad, jak prowadzić bloga podróżniczego na blogu „Stacja Bałkany”. Wiem, nie powinno się takich rzeczy pisać publicznie, lecz mam dość wysłuchiwania, jakim to jestem nieudacznikiem i nierobem, gdzie powinienem harować i jak żyć – bo nie zarabiam na swojej twórczości, głównie przez uczciwość. Ale liczą się tylko pieniądze.

Nie rozumiem fenomenu selfie, YouTuberów z kijkiem, nie będę używał popularnych rekwizytów blogerskich – dzieci i zwierząt, które przynoszą bardzo dużo fanów i lajków, świadczących o wartości bloga. Mój blog nie jest kopią amerykańskich blogów, nie ma tu zmyślonych historyjek zerżniętych z tamtejszych blogów, nie naśladuję także szablonów i pozowanych zdjęć skopiowanych z Ameryki.

Nie kupuję fanów ani odsłon, nie majstruję przy skryptach Google Analytics, dzięki czemu mógłbym uzyskać rewelacyjne statystyki.

Ogólnie należę do blogerów walczących o zainteresowanie czytelników, poświęcających mnóstwo czasu na tworzenie bloga i treści, którzy skazani są na klęskę. Z moich artykułów korzystają niemal wszyscy znani blogerzy, dziennikarze, podróżnicy, a na palcach jednej ręki można wymienić tych, którzy podali choćby odnośnik do mojego bloga na swoich stronach.  Takie jest życie.

Współpraca z podmiotami zewnętrznymi

Chciałbym go utrzymać blog z reklam Google Adsense i rozwijać projekt, ale to nierealne zadanie. Zakładając bloga postawiłem na uczciwość i rzetelność wobec czytelników, co było ogromnym błędem.

Mam pecha, bo nie mogę skorzystać z małego ZUS-u (od 1.01.2019), nierejestrowanej działalności gospodarczej, a jako beneficjent świadczeń społecznych nie mogę opuszczać terytorium RP ani przyjmować darowizn. Gdybym chciał zarabiać na blogu, musiałbym płacić ok. 1200 zł składek miesięcznie + koszty licencji. Musiałbym wtedy pisać głupoty, nawiązywać współpracę z nieuczciwymi partnerami (pogrążyło to kilku blogerów), wychwalać najgorsze bzdury. Tworzę więc za darmo, bo jeśli porzucę projekt, ktoś sobie przywłaszczy moją pracę.

Jedyną możliwą formą współpracy byłoby stworzenie planów wycieczek jednodniowych pociągiem lub wycieczek kolejowych po wybranych regionach z uwzględnieniem ofert promocyjnych lub nie, ale nie chciałbym współpracować z organizacją turystyczną; dużo lepsza byłaby np. sieć hoteli.

Ogólnie nie przewiduję współpracy z podmiotami zewnętrznymi, szczególnie na warunkach proponowanych w Polsce. Ale rzeczywistość jest brutalna –  nie sprzedasz się, pozostaniesz rzetelny – nie zarobisz i będziesz jedynie dostarczycielem pomysłów lub treści dla tych, którzy zarabiają i rozwijają się. Tak jak w życiu. Tysiące innych blogerów podejmą każdy rodzaj współpracy, nie patrząc na coś takiego jak uczciwość i etyka, a dzięki temu zarobią i rozwiną się.

Dotychczasowe współprace:

Program partnerski Deutsche Bahn (recenzja) – nieudana współpraca z kolejami niemieckimi
Groźby procesu karnego, cywilnego i ogromnego odszkodowania ze strony PKP Intercity

Kiedy zaczynałem, jedyną możliwą formą „współpracy” była współpraca typu „ty nas reklamujesz i nic z tego nie masz”. Blogerzy zachwycali się wtedy tym, że ktoś ich dostrzega, nie wiedząc, że to współpraca bez perspektyw, nastawiona na spadek widoczności bloga zagrażającego koncernom w wyszukiwarkach.

Przyszłość bloga

W przyszłości ten blog podzieli pewnie los wielu innych blogów kolejowych zlikwidowanych po latach pracy. Na blogu nie zarabiam i jako twórca stoję przed dylematem – prowadzić go nadal bez żadnych perspektyw, czy sprzedać za ułamek wartości któremuś z wielkich koncernów lub którejś z renomowanych firm. Jeśli nie sprzedam, koncerny i tak przystosują sobie treści do własnych potrzeb.

To czeka wszystkie blogi. Ludzie nie rozumieją, że jeśli powstanie 100 tysięcy blogów podróżniczych, 99900 nie będzie zarabiać.

Albo przyjdzie dzień, kiedy po latach szczucia przez otoczenie, wysłuchiwania jakim to jestem nierobem, nieudacznikiem i pasożytem, skasuję to wszystko.

O mnie

Jestem 35-letnim staruszkiem, który już dawno pozbył się młodzieńczych iluzji i przekonał się, jak w praktyce wygląda życie, więc nie znajdziecie tu młodzieńczego, często naiwnego entuzjazmu i bezkrytycznego zachwytu nad ludźmi oraz odwiedzanymi miejscami. Nie mam znajomości ani układów, więc o moim blogu nie przeczytacie w mediach, nie pojawi się w różnych rankingach blogów, nie biorę udziału w szaleńczej pogoni za kliknięciami, liczbą fanów na Facebooku, zwiedzam i opisuję miejsca według własnego uznania. Nie spamuję po grupach dyskusyjnych. Moje podróże są skromne, nie robię z siebie idioty dla chwilowej sławy na portalach społecznościowych.

Blog to moje jedyne zajęcie. Moje umiejętności i wykształcenie nie przydały się do niczego, z powodu przewlekłej choroby układu pokarmowego nie mogę wyjechać,  zmienić otoczenia ani się przekwalifikować, a przez czas spędzony przy komputerze i w bibliotekach straciłem całkowicie umiejętności interpersonalne (czyli mówiąc kolokwialnie „zdziczałem”) i tak prawdę mówiąc nie nadaję się do żadnej roboty. Nie mam też innego pomysłu na życie.

Marzenia

Marzenie podróżnicze to pojeździć po krajach Europy i stworzyć książkę z relacjami z podróży, w której skoncentrowałbym się na obserwacjach życia w zwiedzanych miejscach, coś jak „Stary Ekspres Patagoński”. Ale to nierealne – marzenia nigdy się nie spełniają. Innych marzeń podróżniczych nie mam. Po co marzyć o czymś, co i tak się nie spełni? Lepiej po prostu cieszyć się każdym dniem. Co będzie, to będzie. Jeśli uda mi się coś zwiedzić, to dobrze, jeśli nie, to nic się nie stanie.

%d bloggers like this: