Kolej na Podróż

O blogu

Ostatnia aktualizacja: 13.03.2018

Tyle jesteś wart, ile lajków możesz wygenerować” – Dariusz Sieczkowski

Blog „Kolej Na Podróż” powstał jako uzupełnienie portalu „Świat Podróży Kolejowych”, istniejącego od stycznia 2012 roku. Blog istnieje od 2014 roku. Ma stosunkowo dużą oglądalność, zbiera bardzo dobre recenzje, natomiast w porównaniu do innych blogerów działających od tamtego czasu nie rozwija się. Podróżuję niemal wyłącznie pociągami. W 2018 roku zająłem się blogiem na poważnie.

Coś o mnie – jestem 35-letnim staruszkiem, który już dawno pozbył się młodzieńczych iluzji i przekonał się, jak w praktyce wygląda życie, więc nie znajdziecie tu młodzieńczego, często naiwnego entuzjazmu i bezkrytycznego zachwytu nad ludźmi oraz odwiedzanymi miejscami. Nie mam znajomości ani układów, więc o moim blogu nie przeczytacie w mediach, nie pojawi się w różnych rankingach blogów, nie biorę udziału w szaleńczej pogoni za kliknięciami, liczbą fanów na Facebooku, zwiedzam i opisuję miejsca według własnego uznania. Moje podróże są skromne, nie robię z siebie idioty dla chwilowej sławy na portalach społecznościowych. Nie angażuję fikcyjnych kont ani agencji reklamowych, przez co moje wpisy nie powodują zachwytu setek tysięcy internautów w mediach społecznościowych i nie stają się viralami.

Mam pogmatwany życiorys. Nie jestem młodym, pięknym i bogatym, umięśnionym gwiazdorem pozującym do pięknych selfie, więc tak naprawdę jestem nikim. Więcej o mnie przeczytasz TUTAJ.

Blog to moje jedyne zajęcie. Moje umiejętności i wykształcenie nie przydały się do niczego, z powodu przewlekłej choroby układu pokarmowego nie mogę wyjechać,  zmienić otoczenia ani się przekwalifikować, a przez czas spędzony przy komputerze i w bibliotekach straciłem całkowicie umiejętności interpersonalne (czyli mówiąc kolokwialnie „zdziczałem”) i tak prawdę mówiąc nie nadaję się do żadnej roboty. Nie mam też innego pomysłu na życie.

W 2017 roku po raz pierwszy poleciałem samolotem, promem płynąłem kiedyś w pociągu Berlin – Malmo.

Obecnie podróżuję bardzo rzadko (brak funduszy sztukę kruszy), a blog ma jedynie charakter serwisu informacyjnego.  Staram się publikować coś więcej niż wpisy typu kopiuj-wklej, nie chcę też pisać setnego poradnika na temat cen, zakupów i alkoholu. Na kuchni też się nie znam, więc o tym nie piszę, choć takie tematy to więcej fanów, więcej lajków i więcej kliknięć, a tylko to się liczy.

W przyszłości ten blog podzieli pewnie los wielu innych blogów kolejowych zlikwidowanych po latach pracy. Na blogu nie zarabiam i jako twórca stoję przed dylematem – prowadzić go nadal bez żadnych perspektyw, czy sprzedać za ułamek wartości któremuś z wielkich koncernów lub którejś z renomowanych firm.

Znam się na podróżowaniu koleją, więc skupię się głównie na opisywaniu dojazdu do różnych państw lub popularnych miast, pociągów, dworców i aktualnościach dotyczących ofert, promocji, czy nowych połączeń kolejowych. Miasta również będę opisywał, ale opisy będą krótsze, bowiem nie chce mi się pisać kolejnego poradnika typu Top 10 w Budapeszcie, Co musisz zobaczyć w Berlinie i tym podobnych. Wolę więc opisywać swoje wrażenia. Wyjątek to miasta, które z jakiegoś powodu spodobały mi się. Tym poświęcam więcej uwagi.

Nie jestem influencerem, nie przewiduję też współpracy z podmiotami zewnętrznymi, przynajmniej na warunkach dotychczas przez nie proponowanych. Ogólnie propozycje współpracy z podmiotami zewnętrznymi w polskich realiach to jakaś tragedia – wychwalanie pod niebiosa za marne pieniądze, a najlepiej za darmo. Do tego składki ZUS uniemożliwiają nawet pozyskiwanie niewielkich kwot z reklam Google. Na poważne projekty mam za mało fanów.

Dotychczasowe współprace:

Program partnerski Deutsche Bahn (recenzja) – nieudana współpraca z kolejami niemieckimi
Groźby procesu karnego, cywilnego i ogromnego odszkodowania ze strony PKP Intercity

W blogosferze trwa zażarty wyścig szczurów o fanów i lajki, wszyscy od siebie odpisują, trzeba publikować jak najwięcej pod polubienia, a koncerny się cieszą. Z drugiej strony nie sprzedasz się, pozostaniesz rzetelny – nie zarobisz i będziesz jedynie dostarczycielem pomysłów lub treści dla tych, którzy zarabiają i rozwijają się. Tak jak w życiu. Jednocześnie wszyscy blogerzy deklarują, że piszą bezinteresownie, bez chęci zysku, a ich jedyną nagrodą jest satysfakcja czytelników. Obłuda nie ma granic.

Statystyki

Statystyki za rok 2017 według programu Jetpack. Cel na rok 2018 – 500 000 wyświetleń. Google Analytics zainstalowałem dopiero pod koniec 2017 roku.

Czego tutaj nie znajdziesz:
– nie będę udowadniał wszystkim, że można podróżować tanio lub za darmo.
– nie będę wyjadał jedzenia ze śmietników i traktował tego jako styl życia.
– nie będę oszczędzał na siłę, aby pochwalić się tym na blogu i Facebooku.
– nie będę zamieszczał lanserskich selfie, czy dzióbków.
– nie będę opisywał modnych tematów typu street art.
– nie będę ścigał się w liczbie zwiedzonych krajów, czy przejechanych kilometrów.
– nie będę podróżował czyimiś śladami.

Co najważniejsze – ten blog nie będzie tworzony według trendów panujących w polskiej i światowej blogosferze podróżniczej. Mam swój styl i zamierzam podróżować oraz tworzyć blog według własnych upodobań. Nie ciągnie mnie do najpopularniejszych metropolii ani do miast przeżywających najazd turystów. Wolę mniejsze, urokliwe miejscowości oraz miasta średniej wielkości. Nie korzystam z couchsurfingu, nie dorabiam filozofii do podróżowania, mam też zupełnie inną osobowość oraz zainteresowania niż inni blogerzy podróżniczy. Nie jestem też młody, piękny, zdrowy i bogaty, co mnie dyskwalifikuje wśród potencjalnych partnerów.

Nie znajdziecie tu pięknych zdjęć i relacji z egzotycznych krajów, jak również niesamowitych opowieści. Jeśli dokądś pojadę, to zwykle nie mam żadnych przygód, więc nie ma o czym pisać.

W przyszłości nie zamierzam brać udziału w spotkaniach blogerów, tworzyć blog w oparciu o obowiązujące trendy, czy zabiegać o względy innych blogerów.

Marzeń podróżniczych nie mam. Po co marzyć o czymś, co i tak się nie spełni? Lepiej po prostu cieszyć się każdym dniem. Co będzie, to będzie. Jeśli uda mi się coś zwiedzić, to dobrze, jeśli nie, to nic się nie stanie.

%d bloggers like this: