Kolej na Podróż

Zarabianie na blogu podróżniczym – kompletny przewodnik (2021)

Moje poradniki sprzed kilku lat pt. „Jak zarobić na blogu podróżniczym„, czy „Jak wypromować blog i odnieść sukces” cieszą się dużym powodzeniem. Od tamtego czasu wiele się zmieniło i są już nieaktualne, dlatego postanowiłem napisać aktualny poradnik kompleksowo prezentujący zarabianie na blogu.

Medialny obraz blogera/instagramera/influencera to człowiek zarabiający grube pieniądze za nic. Tysiące osób zakładają własne blogi/vlogi/fotoblogi, aby zarabiać na blogu ogromne pieniądze. Jednak 99,9% nie zarabia nic lub zarabia marne grosze, pomimo postępowania według rad blogerów sukcesu, ekspertów i wydawania pieniędzy na kursy dla blogerów. Zastanawiacie się, co robicie źle i dlaczego innym się udaje, a wam nie. Zarabianie na blogu nie jest tak proste. Pewnie również nie robicie nic źle. Nie wiecie po prostu jednego – z blogów i vlogów utrzymuje się garstka osób. I z reguły nie są to przypadkowe osoby.

Spis treści:

1. Zarabianie na blogu – czy zakładać blog?
2. Blog podróżniczy – od czego zacząć?
3. Prowadzenie bloga podróżniczego
4. Jak wygląda praca blogera
5. Kim są blogerzy, którzy osiągnęli sukces?
6. Jak zarabiają blogerzy podróżniczy
7. Zarabianie na blogu – formy zarobku
8. Działalność nierejestrowana a blog
9. Blog podróżniczy a konkurencja
10. Czy zarabianie na blogu jest etyczne?
11. Zarabianie na blogu – podsumowanie

1. Zarabianie na blogu – czy zakładać blog?

Blogowanie w dzisiejszych czasach nie ma nic wspólnego z tym, co miało miejsce dziesięć lat temu i wcześniej. To bezlitosny wyścig szczurów o oglądalność, wskaźnik widoczności i zasięgi, czyli liczbę fanów, obserwatorów, polubienia i tym podobne. Jeśli chcesz pisać dla siebie lub niewielkiej grupy czytelników, nie musisz się tym przejmować. Będziesz miał kilkudziesięciu, może nawet dwustu czytelników dziennie i będziesz zadowolony. Nawet co jakiś czas ktoś od ciebie odpisze lub wykorzysta twój pomysł. Jeśli jednak chcesz zarabiać na blogu, to dobrze przemyśl swoją decyzję, bowiem pracy jest mnóstwo, a szanse na sukces minimalne.

Mnie nie udało się zarobić na blogu po ponad dziewięciu latach ciężkiej pracy. Wiem, co robiłem i co robię źle, ale nie jestem w stanie tego zmienić. Nie utrzymam się z bloga lub portalu, choćbym pracował nad nim 24 godziny dziennie przez kolejne 30 lat. Dlaczego? Bo nie da się.

Moje porady zawarte w artykule mogą wydawać się absurdalne, jednak osoby dobrze znające branże wszystko potwierdzą. Gdybym miał inną alternatywę lub byłbym młody i wiedział, jak zmieni się rynek pracy, nie zakładałbym bloga. Istnieją o wiele lepsze sposoby na zarobek.

2. Blog podróżniczy – od czego zacząć?

Jeśli chcesz prowadzić blog podróżniczy z prawdziwego zdarzenia, nie wystarczą chęci i talent. Te czasy już dawno minęły. Własny blog to ogromne (przynajmniej z mojego punktu widzenia) wydatki na start. Mało tego, obecnie jedna osoba do prowadzenia bloga to mało. Wydaje się, że napisanie tekstu i wstawienie kilku zdjęć to bułka z masłem, w praktyce wszystko wygląda inaczej.

Prowadząc blog podróżniczy musisz mieć piękny szablon, opłacić hosting, mieć sprzęt z górnej półki, płatne oprogramowanie, do tego cały czas śledzić zachowanie Google. Dodajmy jeszcze podróże, które przecież niemało kosztują. Ja nie potrafię zrobić pięknego szablonu. Może gdybym poświęcił na to pół roku, wyszedłby jakiś przyzwoity, natomiast profesjonalista zrobi to w ciągu dwóch tygodni. Tylko trzeba mu zapłacić parę tysięcy.

Na sprzęt również trzeba sporo wydać – aparat fotograficzny z górnej półki + akcesoria, najlepiej również dron, programy do obróbki zdjęć, markowe ciuchy (jeśli chcesz robić selfie), inne dodatkowe akcesoria jak plecak. Nawet nie chce mi się liczyć.

3. Prowadzenie bloga podróżniczego

Jeśli jesteś czytelnikiem bloga podróżniczego, nie zdajesz sobie sprawy, ile wysiłku wymaga prowadzenie bloga i ile trzeba włożyć w niego pieniędzy.

Zarabianie na blogu podróżniczym, ewentualnie utrzymanie się z tego, to zadanie z kategorii „mission impossible”. Poniżej zdradzę kilka informacji, które pozwolą ci zarabiać na blogu. Pamiętaj tylko, że tysiące innych spragnionych łatwego zarobku idą tą samą drogą.

Wizerunek blogera

W przypadku profesjonalnego blogu bardzo ważny jest wizerunek blogera. Spójrz na mnie. Jestem nierobem i nieudacznikiem, klientem MOPS-u, zgorzkniałym starcem pogrążonym w ciężkiej depresji. O uśmiechu zapomniałem wiele lat temu, marzenia porzuciłem, mam problemy zdrowotne bardzo utrudniające funkcjonowanie, nie widzę żadnej nadziei. Do takich ludzi nie lgną sponsorzy ani czytelnicy.

Gdybym jednak był młody, piękny, zdrowy, dobrze zbudowany, zarabiałbym ogromne pieniądze w pracy lub na blogu, wszystko byłoby inaczej. Pisałbym o sobie, jak większość blogerów: Cześć, jestem Darek. Dzielę się z wami radością życia, szczęściem i pozytywną energią. Pokazuję, że nie ma rzeczy możliwych, wszystko jest na wyciągnięcie ręki, a podróżując ze mną poznasz wspaniałych ludzi oraz piękne miejsca. Widzisz różnicę? Tylko to drugie byłoby iluzją, podobnie jak iluzją jest świat wykreowany przez blogerów, vlogerów i Instagramerów. Dodatkowo byłbym w oczach czytelników świetnym kumplem.

Ludzie jednak chcą czytać o pięknych miejscach bez wad, podziwiać ludzi, którym wszystko się udaje, oglądać dobrze zbudowanych młodych mężczyzn lub kobiety z nienaganną fryzurą i makijażem. Zawsze uśmiechniętych, pozbawionych trosk, podbijających świat.

Gdybym podróżował po całej Europie, robił sobie zdjęcia w pierwszej klasie pociągów i w wagonach restauracyjnych, w modnych hotelach i na tle najpopularniejszych zabytków, miałbym 5-6 razy więcej fanów, jeśli nie więcej.

Lukas Bieri

Taka jest codzienność blogera (fot. Lukas Bieri, Pixabay.com)

Dokąd podróżować?

Chcąc zarabiać na blogu musisz dbać o popularność. Popularność osiągniesz pisząc o modnych miejscach, lokalach gastronomicznych i noclegowych. Pojawia się nowy kierunek w siatce tanich linii lotniczych – koniecznie musisz tam polecieć. Modne są wyjazdy na Zanzibar – każdy szanujący się bloger podróżniczy powinien tam być. Podobnie jak trzeba zwiedzić Kolorowe Jeziorka, Polskie Malediwy, Dubaj albo tak modne szlaki górskie. Mało znane miejsca, urokliwe zakątki, to nie ma żadnego znaczenia. Żadnej niszowej tematyki.

Jak promować się w mediach społecznościowych?

Liczba fanów i obserwatorów w mediach społecznościowych i związane z tym tzw. „zasięgi” to według marketingowców oraz sponsorów wyznacznik twojej wartości. Liczy się liczba lajków przy każdym poście, liczba udostępnień i tym podobne bzdury. Stąd też na większości blogów wyskoczą ci okienka typu „polub nas”, „zapisz się na newsletter”, a na vlogach „zasubskrybuj”, „daj łapkę w górę”. Im więcej polubień, tym więcej pieniędzy od sponsorów.

Jeśli chcesz, aby twój fanpage był popularny, postępuj według reguł podanych powyżej, czyli wizerunek, popularne miejsca, dodatkowo bardzo dużo fanów przyciągają zdjęcia z modnych hoteli, czy zdjęcia modnych dań z modnych lokali gastronomicznych.

Ważne, żeby podążać za owczym pędem, czyli np. jeśli modne jest morsowanie w zimie, musisz sobie zrobić zdjęcie, jak morsujesz w zimie. Modne są zdjęcia lawendowych pól – bloger musi zrobić takie zdjęcie. Wszystko według mody.

Bardzo istotne jest także promowanie bloga na różnych grupach dyskusyjnych, czyli spamowanie. Nie wiem, na ile skuteczne, bowiem obecnie robią tak tysiące blogerów.

W przypadku Facebooka trzeba pamiętać o jednej rzeczy: Facebook potrafi dawać bana za komentarze sprzed kilku lat, w których np. użyłeś słowa „głupi” lub „buc” wobec kogoś, kto szerzy nieprawdziwe informacje na twój temat, jest zarozumiały lub wobec hejtera. Odwołanie na tym portalu to fikcja. Jednocześnie posty naszpikowane wulgaryzmami i groźbami traktowane są jako „nienaruszające standardów”. To bardzo niesprawiedliwe, a jeśli dostaniesz tymczasowy ban na miesiąc na koncie prywatnym, nie możesz także publikować na fanpage’u. Pewnego dnia możesz z powodu jakiegoś drobiazgu stracić możliwość publikowania na zawsze. Ogromna niesprawiedliwość, ale co zrobić.

Jak zauważyłem, dużo blogerów nie może zrozumieć, dlaczego po roku lub dwóch intensywnego promowania swojego bloga na Facebooku i innych mediach społecznościowych mają kilkuset fanów, a ich idole z komercyjnej blogosfery po kilkadziesiąt tysięcy. Tajemnica jest prosta: mnóstwo blogerów kupuje fanów, zasięgi, lajki i cokolwiek się da. Nikt nie widzi w tym problemu. Przykłady z ostatniego roku to szanowany blogoportal, który po wielu latach działalności miał 8 tysięcy fanów, nagle po miesiącu ma ponad 30 tysięcy fanów. Innemu z 3 tysięcy fanów ich liczba skoczyła do 35 tysięcy. Inni działają sprytniej – codziennie przybywa po 30 fanów, a na swoich fanpage’ach piszą, że są zdumieni, ilu nowych fanów przybyło. Nie wszyscy tak robią, lecz to powszechna praktyka.

Sponsorzy i organizacje turystyczne dostają orgazmu widząc tych 50 tysięcy fanów i za tyle płacą, podczas gdy bloger w rzeczywistości ma może 5-6 tysięcy fanów lub jeszcze mniej. Widzisz tę głupotę? W dalszej części artykułu pokażę ci, jak to funkcjonuje i jak trudne jest zarabianie na blogu.

Rankingi blogów podróżniczych

Zakładając blog myślisz, że będziesz promowany w mediach, odnośniki do twojego bloga pojawią się na innych blogach, ktoś cię doceni, zajmiesz wysokie miejsca w rankingach blogów podróżniczych i nie tylko. Czas na zimny prysznic: prawie wszystkie rankingi blogów tworzone są na podstawie układów towarzyskich lub biznesowych, odnośniki do twojego bloga policzysz na palcach jednej ręki, a tak naprawdę nikt cię nie doceni. To nie działa tak, jak myślisz.

Z rankingów blogów podróżniczych największą renomą cieszy się Ranking Polskich Blogów Podróżniczych opracowywany co roku przez autorów bloga Crolove.pl na podstawie widoczności w Google. Autor wkłada w opracowanie rankingu mnóstwo pracy, nie bierze pieniędzy za umieszczenie w rankingu ani nie kieruje się układami towarzyskimi. Jednak ranking ma jedną istotną wadę – można sztucznie zwiększyć widoczność w Google, a tym samym pozycję w rankingu, pisząc na najpopularniejsze tematy.

Szczegóły opisałem w artykule Jak wygrać Ranking Polskich Blogów Podróżniczych – tajemnica sukcesu. W tym roku mnóstwo do rankingów punktów nabiły artykuły o górach. Niektórzy blogerzy zauważyli, że rozpracowałem ranking i zaczęli stosować się do moich rad pisząc np. o najpopularniejszych świętach, tradycjach, filmach (np. na hasło „komedie”, „polskie komedie”) lub pozycjonując hasła typu „booking”. W przyszłym roku znajdą się na czołowych miejscach rankingu.

Z punktu widzenia jakości bloga i popularności rankingi oparte na wskazaniach stron typy Semstorm, czy Senuto są bezwartościowe. Dziwne, że do tej pory nikt na to nie wpadł.

4. Jak wygląda praca blogera

Blogowanie to przyjemność do pewnego momentu. Później pasja i przyjemność przeradzają się w pracę. Niektórym się udało i dziś publikują tylko nieoznaczone artykuły komercyjne na zlecenie organizacji turystycznych, inni muszą tworzyć jak najwięcej bez żadnych perspektyw. Jeśli nie masz układów, musisz się mocno napracować, co nie gwarantuje sukcesu.

Ile kosztuje prowadzenie bloga

Prowadzenie bloga podróżniczego to ogromne koszty, przynajmniej na moje oko. Polacy zarabiają bardzo dobrze i dla wielu wydanie 10 tysięcy złotych lub więcej na podróże to drobny wydatek. Tyle to minimum, jeśli chcesz mieć liczący się blog podróżniczy. Sam sprzęt to kolejne kilkanaście tysięcy złotych. Sprzęt trzeba zmieniać co kilka lat na lepszy – konkurencja nie śpi.

Zakup szablonu, wsparcie techniczne i pozycjonowanie bloga – to kolejne wydatki. Trzeba ponosić je stale, ponieważ Google co jakiś czas zmienia algorytm, przez co czasami konieczne jest dostosowanie setek wpisów do aktualnych wymagań wyszukiwarki.

Część blogerów korzysta z usług copywriterów, piszących za nich teksty na blog. Wydatków jest mnóstwo, więc blog podróżniczy to zajęcie dla bogatych osób z ustabilizowaną sytuacją zawodową.

Ile czasu zajmuje prowadzenie bloga

Prowadzenie bloga podróżniczego zajmuje mnóstwo czasu. Dawniej wystarczyło pojechać do jakiegoś miasta, zrobić parę zdjęć i napisać krótki tekst z wrażeniami z miasta. Jeśli chcesz zarabiać na blogu, musisz pisać wyczerpujące teksty, znać historię każdego zabytku, przygotowywać się do wyjazdu, opisywać wszystkie możliwe zabytki i atrakcje. To znacznie podnosi wydatki i zwiększa czas potrzebny na napisanie artykułu.

Duża część portali i blogów aspirujących do zarabiania na treściach stawia na ilość. Trudno się dziwić, bowiem napisanie artykułu jak np. Bielsko-Biała – najciekawsze miejsca i atrakcje w centrum miasta zajmuje 4 dni, plus czas spędzony w mieście. Do Bielska-Białej mam niedaleko, więc wystarczył jeden dzień, ale gdybym chciał np. opisać Olsztyn, czy Białystok, musiałbym poświęcić dwa dni na dojazd, wykupić ze dwa noclegi, co wielokrotnie podniosłoby koszty opracowania artykułu. Opracowanie szczegółowego artykułu o każdym z tych miast zajęłoby tydzień, więc możecie sobie odpowiedzieć, dlaczego blogerzy chcą zarabiać na blogu.

Niektóre z artykułów o kolejach świata opracowywałem przez miesiąc lub dłużej, wielokrotnie później aktualizując i rozbudowując je. Nie wyobrażacie sobie, ile to pracy, a czytelnicy domagają się aktualnych i szczegółowych informacji.

Aktualność informacji to kolejny problem. Od blogerów wymaga się, aby podawali zawsze aktualne ceny, godziny otwarcia lokali, regulaminy komunikacji miejskiej i inne rzeczy. A to wszystko zmienia się tak szybko, że nie sposób o tym nadążyć, nie mówiąc o aktualizacji setek wpisów.

Opisane aspekty pracy blogera to niewidoczna na co dzień praca. Doskonalenie się, poprawki na blogu, ciągłe zmiany i niekończące się dążenie do ideału.

Nieprzewidziane zdarzenia

Prowadząc bloga należy być przygotowanym na nieprzewidziane zdarzenia. Na przykład dawniej prowadziłem stronę „Świat Podróży Kolejowych”. Po kilku latach firma hostingowa przestała obsługiwać Joomlę i portal przestał działać. Musiałem więc przenieść treści na WordPressa (na ten blog), osobno treść, osobno zdjęcia. Kilkaset stron. Do dziś nie udało mi się wszystkich zilustrować i dostosować, bo muszę tworzyć mnóstwo nowych treści, więc nie mam czasu.

Podróże blogera nie są przyjemnością

Bloger podróżniczy chcący odnieść sukces musi przeliczać każdą swoją podróż na liczbę lajków przy poście na Facebooku lub Instagramie, liczbę nowych fanów, liczbę odsłon i tzw. „fame”. Musi zwiedzać najpopularniejsze miejsca, wybierać tylko słoneczne dni, mieć piękne zdjęcia, gonić jak najszybciej, aby w jak najkrótszym czasie zwiedzić i opisać jak najwięcej modnych miejsc. Wszędzie uśmiech, na zdjęciach miny i pozy sklonowane z popularnych amerykańskich blogów. To nie ma nic wspólnego z przyjemnością podróżowania, obserwacji świata, delektowaniem się pięknem i atmosferą zwiedzanych miejsc. W wyścigu szczurów nie da się jednak inaczej.

Podsumowanie

Prowadzenie bloga zajmuje mnóstwo czasu. Do tego trzeba doliczyć wspomniane wcześniej dostosowywanie artykułów pod wyszukiwarkę, obróbkę zdjęć, promocję wpisów na portalach społecznościowych – nie będziecie się nudzić. I najpewniej nie zarobicie.

Lawendowe Pole

Modne są zdjęcia na tle lawendy? Też musisz je mieć, bo nie będzie lajków (fot. Adina Voicu, Pixabay.com)

5. Kim są blogerzy, którzy osiągnęli sukces?

W mediach przedstawiają pracę blogera jako najprostszy zawód świata – podróżujesz bez ograniczeń, zarabiasz wielkie pieniądze, robisz to, na co masz ochotę. Nieprawda. Udało się garstce osób. Często za ich sukcesem stoi ogrom pracy, lecz to tylko jedna ze składowych sukcesu. Najważniejsze są pieniądze; w blog i podróże trzeba zainwestować ich mnóstwo. Do tego dobra promocja bloga i przede wszystkim odpowiednie znajomości, dzięki czemu będziemy promowani.

Większość najlepszych blogerów miała lub ma dobrą pracę, a bloga zaczynali pisać jako dodatek do niej. Oczywiście nie było tak, jak twierdzą na swoich blogach, że pisali tylko dla siebie, dla czytelników, a sukces przyszedł sam. Tak naprawdę od początku pisali według popularnych schematów znanych z zagranicznych blogów, a sukces zależał od wielu czynników.

Spójrzmy na zawody blogerów sukcesu:

– osoby powiązane z mediami: 10 lat temu to właśnie takie osoby odnosiły sukcesy. Dzięki znajomościom w mediach byli wszędzie promowani, co przekładało się na ogromny wzrost fanów, a liczba fanów przyciągała mnóstwo sponsorów.
– osoby powiązane z marketingiem: druga fala blogerów podróżniczych, którzy osiągnęli sukces, to osoby pracujące w agencjach reklamowych. Kiedy zobaczyli, ile biorą za zlecenia najlepsi blogerzy, nie chcieli być gorsi od nich. Mieli odpowiednie zaplecze i kontakty, aby się wypromować.
– programiści: osoby zarabiające po kilkadziesiąt tysięcy złotych, mogące pracować zdalnie z dowolnego miejsca na świecie. Najczęściej małżeństwa lub pary: jedna osoba jest programistą i odpowiada za stronę techniczną, druga pisze na cały etat.
– prawnicy: oczywiście najlepsi prawnicy, którzy zarabiają niewyobrażalne pieniądze. Podobnie jak wyżej małżeństwa lub pary.
– menedżerowie: również bardzo dobrze płatny zawód.
– przedstawiciele wolnych zawodów: np. fotografowie, organizatorzy wesel itp.
– uczniowie i studenci: młodzi, zdrowi, piękni i bogaci. Do tego mnóstwo zniżek, stypendiów, dni wolnych, przepisy podatkowe – dla nich życie to bajka.
– znani przewodnicy, pisarze, celebryci: zarabiają, bo są znani. Gdyby nie byli znani, nie mieliby nic.
– silne kobiety: kobiety, które udowadniają wszystkim, że kobieta może samotnie zwiedzać świat i osiągnąć wszystko. Oczywiście zatajając fakt, że tak naprawdę podróżuje z całym sztabem lub za pieniądze organizacji turystycznych, a pieniądze na podróże ma dzięki mężowi na wysokim stanowisku.
– bogaci emeryci: osoby, które od dzieciństwa miały wszystko zagwarantowane, w życiu dorosłym doskonale płatną pracę, a obecnie wysoką emeryturę.

Takie zawody występują najczęściej. Istnieje pewne grono blogerów, którzy wybili się dzięki układom i od lat piszą tylko artykuły na zlecenie, zarabiając po 5-20 tysięcy za jeden artykuł. Niektórzy z nich na swój sukces ciężko pracowali przez kilka lat, inni natomiast tworzyli zbiórki na podróż, lansowali się w zaprzyjaźnionych mediach, aby później udowadniać, że można bardzo tanio podróżować.

Niestety, niemożliwe jest zarabianie na blogu, a tym bardziej utrzymanie się z niego, jeśli startujecie od zera. Bez pieniędzy i układów jesteście nikim. Trzeba mieć odpowiednie zaplecze przynajmniej w postaci dobrze płatnej pracy, bogatej rodziny i możliwości łączenia dni wolnych. Blog podróżniczy to zabawa dla bogatych osób, ale pieniądze nie gwarantują sukcesu. Znam blogerów, którzy w podróże zainwestowali po 40-50 tysięcy złotych, poświęcili na blog mnóstwo czasu, ale nie osiągnęli sukcesu finansowego. Nie wiedzieli, komu zapłacić za promocję, nie mieli odpowiednich znajomości lub z różnych względów byli za mało atrakcyjni dla potencjalnych sponsorów.

Czy można zacząć zarabiać na blogu dzięki szczęściu?

Kiedyś było to możliwe, ale nie teraz. Dawniej kilka blogów wybiło się dzięki promocji na portalu Onet.pl. Trudno w to dziś uwierzyć, jednak 10 lat temu i wcześniej większość blogów nie działała na własnych domenach, lecz była częścią platform typu blog.onet.pl. Onet czasami wybierał ich artykuły na stronę główną, a to powodowało gwałtowny wzrost czytelników i fanów. W taki sposób zaistniał np. blog „Zależna w Podróży”. Od kilku lat to niemożliwe, zarabiają głównie blogi prowadzone przez wydmuszki, za którymi stoją całe sztaby z agencji reklamowych.

6. Jak zarabiają blogerzy podróżniczy

Blogerzy podróżniczy zarabiają najczęściej na polecaniu różnych miast, regionów, muzeów, hoteli, restauracji i innych atrakcji turystycznych. Wpisy sponsorowane najczęściej nie są w żaden sposób oznaczone (zdarzają się wyjątki). Znani blogerzy komercyjni zamieszczają na swoich blogach tylko nieoznaczone wpisy sponsorowane, sami od siebie nie pisząc nic. Niestety, tylko tak można przetrwać w dzisiejszym świecie.

Czy to etyczne? Masz do wyboru – być uczciwym i skończyć jako nierób i nieudacznik lżony przez wszystkich lub oszukiwać czytelników i zarobić na blogu ogromne pieniądze, rozwinąć się, zwiedzić świat, zbudować dom, kupić lepszy sprzęt, spełnić marzenia, mieć pieniądze na lekarzy i badania w razie problemów, a przy tym być szanowanym. Twój wybór. Uczciwość nie popłaca.

Dla mnie to, co się dzieje w blogosferze podróżniczej i branży turystycznej jest odrażające (jak zresztą w całym showbiznesie), ale jeśli się nie dostosuję, pewnie umrę z głodu.

7. Zarabianie na blogu – formy zarobku

Na blogu można zarabiać na kilka sposobów. Niektóre sposoby skuteczne i popularne kilka lat temu, obecnie nie zdają egzaminu. Dużą przeszkodą są także przepisy – ogromne składki ZUS lub na ubezpieczenie zdrowotne bardzo komplikują zarabianie na blogu, ewentualnie prowadzenie działalności gospodarczej. Niektóre grupy społeczne są bardzo uprzywilejowane, inne nie mają szans.

Zarabianie na reklamach Google Adsense

Pięć-sześć lat temu bardzo dobry sposób na zarabianie na blogu podróżniczym. Jasne reguły, transparentny sposób rozliczania, terminowe wypłaty.

Obecnie na reklamach zarabia się grosze i raczej nie sposób utrzymać z tego bloga. Chyba, że ktoś ma 500 tysięcy odsłon miesięcznie.

Na taki stan rzeczy złożyło się kilka czynników: W Polsce jest jeden z największych na świecie odsetków użytkowników oprogramowania blokującego reklamy i jedne z najniższych stawek za kliknięcia. Do tego ludzie nie klikają w reklamy, po prostu je przeskakują. Strony chcąc zarobić muszą pisać o głupotach, aby mieć jak najwięcej odsłon, przez co padają porządne projekty.

Gdybym opisał wszystkie koleje świata, wszystkie pociągi, wszystkie linie kolejowe, wszystkie zabytki i atrakcje, nie utrzymam bloga z reklam AdSense. Nawet, gdybym pracował nad nim sto lat.

Programy partnerskie/afiliacyjne

Drugą możliwością uczciwego zarobku są programy afiliacyjne. Prowizje za wejście z twojego bloga, a następnie sprzedaż biletu lub noclegu na pierwszy rzut oka wyglądają bardzo zachęcająco. W praktyce na tego typu programach zarabia się grosze. Wynika to z mentalności czytelników – wielu z nich nie klika w odnośnik, kiedy widzą numer użytkownika programu afiliacyjnego. Panuje bowiem przekonanie, że bloger-pasjonat powinien być anonimowym, bezinteresownym altruistą, przez co internauci myślą sobie „nie dam mu zarobić”. Nie klikną więc w odnośnik, natomiast nie przeszkadza im, kiedy podobne odnośniki zamieszczają koncerny, przewoźnicy a nawet Google. Niestety, w polskiej mentalności głęboko zakorzenione jest negatywne nastawienie do jakiejkolwiek chęci zarobku drobnych, nieznanych twórców. Ludzie nie doceniają tej pracy, włożonego wysiłku, poświęconego czasu, rzetelności ani uczciwości. Inna sprawa, iż coraz częściej pojawiają się głosy, że koncerny zarządzające programami afiliacyjnymi nieprawidłowo naliczają kliknięcia i sprzedaż małym graczom. Nie wiem, ile w tym prawdy. Pięć lat temu, przez miesiąc uczestniczyłem w programie partnerskim kolei niemieckich. I byłem zszokowany katastrofalnymi wynikami.

Współpraca z biznesmenami i dużymi portalami

Zapomnij o uczciwej współpracy z szanowanymi biznesmenami, czy wielkimi firmami. Tak naprawdę 99% z nich szuka jeleni reklamujących ich produkty i usługi za darmo albo za grosze, nie oferując nic w zamian. Może jedynie to, że dzięki reklamie na twoim blogu ty znikniesz z wyszukiwarki, a oni zajmą twoje miejsce. Jeśli zaoferują ci coś w zamian, będzie to raczej kpina z twojej pracy, co potwierdzą doświadczeni, ale mało znani blogerzy. Nie zdziw się, kiedy pośrednik w sprzedaży biletów lotniczych i kolejowych zaoferuje ci zamieszczenie odnośnika do jego strony w najatrakcyjniejszym miejscu widocznym na każdej podstronie, w którym napiszesz „Najlepsze i najtańsze bilety na stronie XXX”. Jaką zaoferuje ci stawkę? Na przykład 50 groszy za sprzedaż biletu po wejściu z twojego bloga. Tyle, że on zgarnie prowizję w wysokości 8-16 złotych, a czasami i więcej. Tak działają ludzie sukcesu, szanowani biznesmeni podziwiani przez społeczeństwo. Dla nich jesteś skończonym frajerem, którego trzeba wykorzystać.

Zarabianie dzięki datkom z Patronite

Uruchomienie Patronite jest bardzo źle postrzegane w środowisku i nieskuteczne, o czym przekonało się wielu renomowanych blogerów. Dużo lepiej idzie vlogerom. Jedyny znany mi blog podróżniczy, któremu przy stosunkowo niewielkim nakładzie sił udało się odnieść sukces na Patronite, to „Stacja Filipa”. Autor w opisie nie ściemnia – prowadzenie bloga pochłania mnóstwo pieniędzy i mnóstwo czasu. Zdecydowana większość blogerów proszących o wsparcie kończy jednak z sumą 0 zł miesięcznie.

Zarabianie na gadżetach związanych z blogiem

Kilka lat temu popularne było sprzedawanie gadżetów związanych z blogiem – koszulek, kubków, map i innych rzeczy. Nie wiem, ile osób płaciło wtedy po 30-50 złotych za kubek wart 5 złotych, ale dzisiaj nie przejdzie to. Dodatkowo trzeba opłacić firmę wysyłkową. Można sobie odpuścić.

Zarabianie na wychwalaniu miejsc za pieniądze

Bardzo łatwa i dobra forma zarobku, o ile jesteś znany. Im więcej fanów i większe zasięgi, tym więcej pieniędzy dostaniesz. Jeśli nie jesteś popularny, może ktoś z litości zaprosi cię na wycieczkę sponsorowaną typu „oferujemy 2 noclegi, posiłki i oprowadzanie. Kosztów dojazdu nie zwracamy”. Inaczej mówiąc dojeżdżasz i wracasz za swoje, nocleg masz za darmo, ale musisz zwiedzać według programu tylko to, co chce zwiedzić organizator, a później spędzić sporo czasu nad artykułem, gdzie wszystko wychwalisz, szczególnie hotel i restaurację. Jeśli dużo zarabiasz i masz wolny weekend, to dlaczego nie.

Wychwalanie miast lub instytucji za pieniądze to dobra praca, ale musisz być dyspozycyjny, uczestniczyć w nudnych imprezach, zwiedzać obiekty, które tak naprawdę w ogóle cię nie interesują i często nie pasują do koncepcji bloga. Pamiętaj również, że organizacjom turystycznym nie zależy na pokazaniu piękna miasta lub regionu, tylko poleceniu najdroższych atrakcji, hoteli i restauracji zaprzyjaźnionych biznesmenów (często członków organizacji turystycznej) i nastawieni są na szybki efekt w postaci virali na portalach społecznościowych.

Osobiście jestem przerażony widząc, jakie błędy popełniają organizacje turystyczne promując miejsca i atrakcje na blogach podróżniczych. Zamiast dać blogerom pole do wykazania się, chcą na siłę pokazać miejsca z własnej perspektywy, pomijając wiele interesujących zabytków i ciekawych historii. Taki jest świat.

Z perspektywy czasu muszę się przyznać, że sześć-siedem lat temu, kiedy organizacje turystyczne rozpoczynały współpracę z blogerami, takie podróże sponsorowane bardzo mi imponowały. Dziś, z perspektywy czasu, rozumiem ówczesną krytykę jednej z takich podróży (po Gruzji), napisaną przez szanowanego blogera Karola Wernera z „Kołem się Toczy”. Problem w tym, że od tamtego czasu, kiedy przejrzałem na oczy, moje podejście zmieniło się o 180 stopni – brzydzą mnie takie podróże. Sam Karol Werner również zmienił się o 180 stopni – na swoim blogu zamieszcza prawie same wpisy z podróży sponsorowanych. Z drugiej strony trudno się dziwić. Jeśli ktoś nie ma pracy pozwalającej rozwijać blog i podróżować stoi przed wyborem – komercja albo zamknięcie bloga.

Czy współpraca z organizacjami turystycznymi zawsze jest zła? Osobiście nie mam nic przeciwko współpracy z organizacjami turystycznymi, jeżeli bloger zachowa minimum przyzwoitości, czyli napisze stonowany opis miasta i stosownie oznaczy wpis jako powstały w ramach współpracy. Niestety, koszty opracowania porządnego artykułu o większych miastach są ogromne (dojazd, noclegi, bilety wstępu do muzeów, aby dokładnie zwiedzić i opisać miasto trzeba też poświęcić mnóstwo czasu), że w wielu przypadkach taka współpraca jest nieunikniona. Natomiast to, co dzieje się w polskiej blogosferze komercyjnej, nie ma cienia przyzwoitości.

Zarabianie na programach unijnych

Również bardzo dobra forma zarobku, lecz trzeba być pupilkiem organizacji turystycznych i władz. Człowiek bez układów może zapomnieć.

Zarabianie na współpracy z wydawnictwami

Część blogerów zarabia pisząc przewodniki po miastach lub regionach. Wydaje się, że to prosta praca, jednak tak nie jest. Jeśli nie jesteś kimś znanym, stawki są niskie, pracujesz na umowę o dzieło z przeniesieniem praw autorskich (czyli ktoś inny aktualizuje twoje dzieło za rok i on zostanie podany jako autor), musisz pisać według konkretnych wytycznych, najczęściej tworzyć bardzo obszerne treści w bardzo krótkim terminie. Wiadomo, że odbije się to na jakości pracy. Na zapłatę zwykle trzeba długo czekać. Jak pytałem znajomych blogerów, tak to wygląda niezależnie od wydawnictwa. Do tego nie uzyskujesz prowizji od sprzedaży swojego dzieła.

Współpraca z wydawnictwami ma jednak również zalety: nie musisz się martwić redakcją techniczną, masz ludzi od korekty, map, grafiki, okładki, wydawnictwo zajmuje się promocją i dystrybucją. Tzw. self-publishing jest bardzo czasochłonny i najczęściej kończy się finansową klapą, a o wszystko musisz zadbać sam. Również o kupione pozytywne recenzje na portalach typu lubimyczytac.pl.

Nie podoba ci się? Na twoje miejsce czekają setki innych. Bierzesz, co jest lub nie masz nic.

Jeśli uda ci się wydać książkę, musisz liczyć się z druzgocącą krytyką osób uważających, że oni napisaliby ją znacznie lepiej. Z punktu widzenia czytelnika wszystko wygląda inaczej niż z punktu widzenia autora.

Zarabianie na kursach

Znani blogerzy często organizują kursy, w których radzą, jak tworzyć blog, jak montować filmy, jak pisać pod SEO i wiele innych. Co do montowania filmów nie będę się wypowiadał, natomiast kursy dotyczące prowadzenia lub zarabiania na blogu to kompletna strata pieniędzy – blogi ewoluują i rady dotyczące ich prowadzenia za chwile są nieaktualne, a co do zarobku – decydują głównie znajomości.

Prelekcje podróżnicze

Bardzo modna forma zarobku dla współczesnych blogerów sukcesu. Im bardziej jesteś znany, tym więcej osób chce słuchać twoich przemyśleń (oczywiście za pieniądze). Osobiście nie rozumiem, jak niektórzy nadal mogą zarabiać na prelekcjach typu „Jak tanio podróżować”, lecz są tacy, którym udaje się. O wiele lepiej zainwestować w podróż dookoła świata i później radzić, jakie to wszystko łatwe.

Forsa

Bez znajomości na blogu takich pieniędzy nie zarobisz (fot. Maklay62, Pixabay.com)

8. Działalność nierejestrowana a blog

Do niedawna ogromną przeszkodą w zarabianiu nawet drobnych kwot na blogach były comiesięczne składki dla osób prowadzących działalność gospodarczą. Od niedawna można zarabiać na blogu działając w ramach nierejestrowanej działalności gospodarczej.

Miesięczne obroty w ramach nierejestrowanej działalności gospodarczej nie mogą przekroczyć 1400 złotych w 2021 roku, przy czym konieczne jest odprowadzenie podatku według stawki 17/18% lub 32% (różne strony podają rozbieżne informacje).

Działalność nierejestrowana jest dobra dla osób mających zapewnione ubezpieczenie zdrowotne, a jeszcze lepsza dla osób studiujących lub pracujących do ukończenia 26 roku życia, bowiem nie muszą płacić podatku dochodowego.

Spójrz, jak wygląda nierówność:

Jako zwykły, bezrobotny człowiek, chcę uczciwie zarobić w ramach działalności gospodarczej. Zarabiam miesięcznie 1000 złotych na blogu (praktycznie niemożliwe). Muszę od tego odprowadzić składkę na dobrowolne ubezpieczenie zdrowotne (509 zł w 2021 roku) i podatek, załóżmy, że 18%, czyli 180 złotych. Z tysiąca złotych 689 idzie na ubezpieczenie zdrowotne i podatek, czyli zostaje mi 311 złotych.

Z kolei student do ukończenia 26 roku życia nie płaci ani ubezpieczenia, ani podatku, więc ma 1000 złotych w kieszeni. Miesięcznie zarabia 689 złotych więcej niż ja, może się rozwijać. Przez rok ma w kieszeni 8268 złotych więcej ode mnie. Nie mówiąc o zniżkach, stypendiach, możliwościach uczestnictwa w kursach.

Teoretycznie ubezpieczenie może opłacić Powiatowy Urząd Pracy, ale wtedy łatwo o wykreślenie z ewidencji osób bezrobotnych.

Niestety, polskie przepisy są tak skonstruowane, że niektóre grupy mają ogromne możliwości zarobkowania, a jeśli jesteś na dnie, nie masz możliwości, aby się podnieść.

9. Blog podróżniczy a konkurencja

Łatwe pieniądze i szybka sława przyciągają jak magnes. Polska to kraj, w którym działa chyba najwięcej blogów podróżniczych na mieszkańca, kraj najbogatszych młodych ludzi i kraj, gdzie najwięcej ludzi podróżuje. Blogów podróżniczych, mniejszych i większych jest co najmniej kilkanaście tysięcy. Co najmniej. Rzecz jasna, nikt nie zrobi pełnej listy, ale liczba jest ogromna. Niektóre są uzupełniane bardzo rzadko, inne martwe, ale nadal widnieją w wyszukiwarce. Do tego należy doliczyć dwa razy tyle vlogów na YouTube.

90% blogów i vlogów podróżniczych tworzona jest na jedno kopyto – te same miejsca, te same pozy, te same zdjęcia. Na vlogach 90% to spacer z kamerką i rozmyślania vlogera. Pozostaje jednak 10% dobrych i bardzo dobrych blogów podróżniczych. To ponad tysiąc. Przygotowując artykuły natrafiałem na blogi podróżnicze z różnych krajów świata i możecie mi wierzyć lub nie, ale polskie stoją na bardzo wysokim poziomie, a tym samym twórcy z Polski muszą włożyć znacznie więcej pracy niż zagraniczni blogerzy, aby się przebić.

To jednak nie zwykli blogerzy są największą konkurencją dla chcących zarabiać na blogu. Oto, czego tak naprawdę należy się obawiać.

Wielkie portale

Wielkie portale, jak również np. pośrednicy w sprzedaży biletów, to ogromna konkurencja dla blogerów. Dysponują ogromnymi pieniędzmi na pozycjonowanie, zarabiają ogromne pieniądze, a zatrudniają studentów i stażystów piszących za grosze lub nawet za darmo jak największą liczbę artykułów na najpopularniejsze tematy. Liczą się tylko odsłony i kliknięcia.

Jak zapewne zauważyło wielu z was, przegrałem rywalizację z polskimi i międzynarodowymi pośrednikami w sprzedaży biletów kolejowych – odebrali mi ponad 90% czytelników. Choćbym nie wiem, co robił, nie mam z nimi szans. To bardzo drapieżne, pozbawione skrupułów instytucje, o których mógłbym napisać jak najgorsze słowa.

Strony z clickbaitami

W ostatnich latach powstało mnóstwo stron lub kanałów podróżniczych publikujących niezliczoną liczbę clickbaitów z wyliczankami na najpopularniejsze tematy, czy góry, zwierzęta, Zakopane, Władysławowo, Karpacz i wiele, wiele innych. Artykuły pisane są również przez studentów, stażystów, a najczęściej bezrobotnych za małe pieniądze. Strony mają bardzo małą wartość merytoryczną, lecz doskonale pozycjonują się w wyszukiwarkach, więc ich właściciele zarabiają ogromne pieniądze. Jeśli chcesz z nimi konkurować, musisz pisać 20-30 artykułów dziennie. Tak, dziennie. Spróbuj.

Blogerzy-wydmuszki agencji reklamowych

Dawniej najlepszymi blogerami zostawali dziennikarze. Od 5-6 lat mamy do czynienia z nowym zjawiskiem – blogerami-wydmuszkami agencji reklamowych. Bloger to tylko figurant, a za blogiem tak naprawdę stoi cały sztab ludzi: programiści, specjaliści od SEO, specjaliści od mediów społecznościowych, graficy, fotografowie i menedżerowie. Do tego farmy zapewniające dziesiątki tysięcy fikcyjnych fanów, obserwatorów i ogromny ruch na fanpage’u. Tacy blogerzy od razu łapią masę zleceń za grube pieniądze. Często piszą, że to blog dla podróżujących samotnie i na własną rękę, choć jeżdżą z całymi sztabami. Za pieniądze organizacji turystycznych zwiedzają Polskę, Europę i cały świat. Blogerzy są wszędzie promowani – wypowiadają się w prasie, portalach internetowych, pojawiają się w programach telewizyjnych, agencja reklamowa robi wokół nich mnóstwo szumu.

Dlaczego takich blogów jest coraz więcej? Organizacje turystyczne zlecają prowadzenie kampanii reklamowej na różnych blogach agencjom reklamowym. Agencja reklamowa dostanie na kampanię 100 tysięcy złotych. Ma do wyboru: zlecić artykuły reklamowe blogerom podróżniczym i zarobić np. 10 tysięcy złotych lub mieć własnego blogera podróżniczego promowanego wszędzie. Wtedy 100 tysięcy złotych zostaje w agencji, a pieniędzmi dzielą się jej pracownicy i bloger-figurant.

Agencje reklamowe czasami mogą ci przysłać propozycję współpracy: „Poszukujemy blogera, który napisze artykuł zachęcający do przyjazdu do miejscowości naszego klienta. Wybierzemy najtańszego blogera” i taką wiadomość przesyłają do setek blogerów.

Blogerzy z układami

Blogerzy podróżniczy z układami to duża grupa współczesnych blogerów sukcesu. Taki bloger publikuje dziesięć lub kilkanaście artykułów o popularnych miejscach, promowany jest przez media i organizacje turystyczne, a ludzie zachwycają się nim. Po dwóch-trzech miesiącach jest zasypywany propozycjami współpracy i zarabia na blogu wielkie pieniądze, publikując tylko wpisy sponsorowane. Warunki są dwa: trzeba mieć sprzęt z najwyższej półki i układy. Bez tego ani rusz. To jednak tylko garstka blogerów.

Co dają układy – napiszesz 10 000 wpisów i nie zarobisz ani grosza, bloger z układami napisze 10 wpisów i zacznie żyć z bloga. Widzisz różnicę?

Wikipedia – encyklopedia dziesiątkująca pasjonatów

Wikipedia to darmowa encyklopedia tworzona przez ludzi z całego świata. Wikipedyści tworzący tę encyklopedię są przekonani, że wszystkie informacje powinny być dostępne za darmo i nie można na nich zarabiać. Podejście godne pochwały, ale kiedy mamy zapewnione pieniądze na utrzymanie i godne życie.

Druga strona medalu jest taka, że Wikipedia często odpisuje z innych stron, czy blogów, tworząc kompilacje artykułów. W źródłach może i poda odnośnik do twojego bloga, ale artykuł o tej samej tematyce w Wikipedii będzie zawsze na 1 miejscu w Google. Blogi utrzymujące się z reklam tracą więc większą część czytelników i źródło dochodu, bo niemal wszyscy wybierają Wikipedię. Mało tego, artykuły w Wikipedii są na licencji CC-BY-SA, czyli z Wikipedii odpisują inni. Twórca traci więc wielokrotnie.

Przykład: jeśli Wikipedia napisze artykuł na temat „Kolej w Czechach” to choćby był znacznie krótszy od mojego i nieaktualny, on będzie na 1 miejscu. Tak jak „Koleje wąskotorowe w Polsce”. Ja tracę czytelników, tracę też szansę na utrzymanie bloga z reklam. Podobnie jak tysiące innych pasjonatów. Przez takie podejście utrzymują się blogi i strony publikujące bulwarowe treści, bo tworząc rzetelne treści nie ma szans z Wikipedią.

10. Czy zarabianie na blogu jest etyczne?

W powszechnej świadomości bloger powinien tworzyć za darmo, bo przecież skoro ja mam dobrze płatną pracę i podróżuję po całym świecie, to inni też mogą mieć. Ale życie nie jest czarno-białe.

Co innego nieregularne prowadzenie prostego bloga podróżniczego, natomiast nie widzę nic złego w chęci zarabianiu na blogu z prawdziwego zdarzenia. Blogi to cenne źródło informacji, dzięki którym czytelnicy mogą oszczędzić dużo czasu i pieniędzy na planowaniu podróży. Owszem, dla kogoś, kto pochodzi z bogatej rodziny i zarabia 8 i więcej tysięcy miesięcznie, to oczywiste, że wszystkim powinno się dzielić bezinteresownie, a blog i podróże to czysta przyjemność.

Jeśli chodzi o mnie, bardzo to lubię, bardzo lubię opisywać koleje świata, ciekawe miejsca, wyszukiwać ciekawostki, w tym również z historii kolei w poszczególnych miastach. Niestety, zajmuje to mnóstwo czasu.

Gdybym zarabiał na blogu:

– mógłbym poświęcić się tematyce kolejowej, tworzyć lepsze artykuły, natomiast obecnie muszę tworzyć jak najwięcej treści o innej tematyce w nadziei, że uda mi się kiedyś utrzymać blog z reklam Google (co jest nierealne).
– nie byłbym klientem MOPS-u, nie miałbym zakazu opuszczania terytorium RP jako osoba bezrobotna, płaciłbym podatki zamiast pobierać zasiłki.
– widziałbym sens swojej pracy i sens życia.
– mógłbym opracować autorskie materiały o kolejach z różnych krajów świata.
– nie słyszałbym wciąż kim powinienem być, gdzie powinienem harować, nie byłbym zaszczutym nierobem i nieudacznikiem, obiektem drwin.

Niestety, na blogu nie da się uczciwie zarobić i bez względu na włożony wysiłek jest to praca bez żadnych perspektyw.  Gdyby można było utrzymać blog z reklam Google Adsense…

Jeśli natomiast ktoś wykorzysta mój pomysł, będzie miał sto tysięcy złotych na inwestycje, będzie podróżował według moich planów, opisze koleje świata według moich artykułów, tylko z autorskim zdjęciami i spostrzeżeniami, o mnie nikt nie będzie pamiętał.

11. Zarabianie na blogu – podsumowanie

Prawdę mówiąc, nie chciałem pisać tego poradnika. Zdecydowałem się go napisać i opublikować po lekturze podobnych poradników na blogach kilku komercyjnych blogerów podróżniczych. Zarabianie na blogu podróżniczym nie jest łatwe, pieniądze nie spadają z nieba, twoja praca i jakość bloga nie mają żadnego znaczenia. Liczą się pieniądze, układy, lans i blichtr.

Szanse na sukces komercyjny są iluzoryczne. Jeśli chcesz go osiągnąć, musisz pozbyć się zahamowań, skrupułów i nawet pozorów uczciwości. Bo to bezwzględny świat, gdzie nie ma miejsca na przyzwoitość.

Jeśli masz dobrze płatną pracę, nie trać czasu na zakładanie bloga – pieniędzy z tego nie będzie.

Jeżeli nawet uda ci się osiągnąć komercyjny sukces, to masz bardzo małe szanse, że będziesz na topie dłużej niż przez rok. Wyścig szczurów trwa, rywalizacja pomiędzy blogerami jest niewyobrażalna, a przetrwają tylko osoby z układami.

Blogerzy, podobnie jak media, tworzą nieistniejącą rzeczywistość. Na całym świecie. Znajdziecie na przykład takich, którzy piszą, iż śpią na dworcach, podróżują autostopem, a tak naprawdę śpią w luksusowych hotelach i podróżują za pieniądze organizacji turystycznych. Zmyślone przygody, samotne podróże z asystą całego sztabu fotografów, blogerzy-wydmuszki, za którymi stoją całe agencje reklamowe – to prawdziwa rzeczywistość. Rozmowy z ludźmi podstawionymi przez organizację turystyczną lub władze, narracja wygodna dla władz. Widać to nawet w skali globalnej – dziecko porywające cały świat do walki ze zmianami klimatycznymi (ludzie naprawdę wierzą, że za tym dzieckiem nikt nie stoi i dziecko mówi wszystko od siebie), młodzi politycy o poprawnie politycznych poglądach promowani w mediach całego świata przejmują władzę w coraz większej liczbie krajów. Inne dzieci blogerów wygłaszają porady dla innych dzieci z treściami promującymi jedyną słuszną ideologię. Wszystko staje się spektaklem, widowiskiem i iluzją. Coraz łatwiejszą do kreowania dzięki portalom społecznościowym.

Niektórzy blogerzy za pieniądze organizacji turystycznych zwiedzili cały świat. Dawniej wystarczyło, że byli promowani w mediach i mieli odpowiednie znajomości. Pisali na przykład, jak to podróżują z dziećmi i śpią za grosze, a rzeczywistość wyglądała zupełnie inaczej. Później wrażenia z takich podróży opisywali w książkach, na spotkaniach, w kolejnych artykułach ogólnopolskich gazet. A dziś o nich nikt nie pamięta, bo kariera blogera kończy się bardzo szybko.

%d bloggers like this: